Z pierwszej piłki
niedziela, 28 lutego 2010

Ten wpis jest pierwszym z serii "Kogo do kadry", w którym będę chciał przedstawiać sylwetki piłkarzy, którzy moim zdaniem powinni brać udział w meczach podczas Euro 2012. Ogólne zasady, kto to powinien być opisałem wczoraj. Zasady uzupełnię jeszcze jednym kryterium: wiekowym. Nasi reprezentanci powinni być urodzeni po roku 1980.

Pierwszym z napastników, którego chcę przedstawić jest Ireneusz Jeleń. Wszyscy znamy dobrze jego i jego zalety: szybki, dynamiczny i skuteczny. Dzięki temu strzela dużo goli, co u napastnika jest najważniejsze. Gra w AJ Auxerre występującym w Ligue 1 - jednej z najsilniejszych lig w Europie. Rocznik 1981, a więc podczas finałów Euro 2012 będzie miał 31 lat.

Kilkakrotnie pisałem już o Dawidzie Janczyku (rok 1987). To kolejny piłkarz, którego chciałbym zobaczyć na ataku w czasie Euro. Mimo wielu zalet, piłkarz ten jest notorycznie pomijany przez Franciszka Smudę. W tym sezonie strzelił już 11 goli w lidze belgijskiej. Jest to nasz najdroższy piłkarz w historii - został sprzedany z Legii do CSKA Moskwa za aż 4,2 miliony Euro.

Cały czas nalezy brać pod uwagę również Ebiego Smolarka (1981). Wszyscy pamiętamy jego gole strzelane w meczach eliminacji do Euro 2008 i rolę jaką one odegrały. Ebi gra obecnie w greckiej AO Kavali, jednak trafił do niej po półrocznej przerwie. Wcześniej był zawodnikiem Feyenordu, Borussii oraz Racingu Santander, a więc trzech wielkich klubów z najlepszych lig. Niebagatelne znaczenie ma również fakt, iż wytrenowany został od dzieciństwa w Niemczech i Holandii, a więc w znakomitych szkołach trenerskich.

W kadrze chciałbym widzieć także Roberta Acquafreskę oraz Lukasa Jutkiewicza, lecz niestety jak na razie, w sprawie ich gry dla reprezentacji nic się nie dzieje. Dlatego tymczasowo muszę ich pominąć, jednak wrócę do tych zawodników gdy tylko dostną polskie paszporty.

Stawkę napastników uzupełniamy o zawodników z naszej Ekstraklasy. W kilku ostatnich meczach reprezentacji grał i dobrze sobie radził, piłkarz Lecha Poznań, Robert Lewandowski, rocznik 1988. Ponieważ obecnie świetnie gra w "Kolejorzu" istnieje duża szansa, że uda mu się wyjechać do jakiegoś zachodniego klubu, gdzie będzie grał w pierwszym składzie. Wówczas będzie to zawodnik naprawdę wart postawienia na niego w meczach Euro.

I ostatni zawodnik, równiesnik Lewandowskiego - Kamil Grosicki. Obecnie gra w Jagielloni Białystok, dla której w tym sezonie zdobył 4 gole. Mimo debiutu w reprezentacji A, ciągle pozostaje graczem "U-21". W ostatnim czasie zainteresowanie zawodnikiem wykazywały kluby z lepszych lig, więc również może i w tym przypadku zmieni on klasę rozgrywkową na lepszą, przed finałami Mistrzostw Europy.

sobota, 27 lutego 2010

Dzisiejszy dzień to jedna z najważniejszych dat w historii polskiego sportu. Justyna Kowalczyk w naprawdę wielkim stylu zdobyła złoty medal w zimowych igrzyskach. Na tej krążek musielismy czekać przez 38 lat, od pamiętnego pierwszego miejsca Wojciecha Fortuny.

Złoty medal na olimpiadzie, to dla sportowca najwazniejsze wyróznienie w całej karierze. Dla Justyny tym bardziej, bo przecież walczyła o złoto w każdym biegu i dotąd jej się to nie udawało. Justyna wygrała z sobą - bo przecież półtorej godziny biegu, w ciężkich warunkach na dystansie 30 kilometrów to wyczyn wymagający wielkiego charakteru. Wygrała przede wszystkim z rywalkami - również z Marit Bjoergen, stosującej legalnie leki na astmę, pomagające w takiej dziedzinie jak biegi narciarskie.

Wszyscy pamiętamy upadek Justyny na Igrzyskach w Turynie w 2006, a później wywalczony tam brązowy medal. Naprawdę wielką osobą jest Justyna, która nie poddaje się nigdy i podnosi się po swoich porażkach. Ostatnie cztery lata to seria świetnych występów tej zawodniczki w mistrzostwach świata. Na Igrzyskach w Vancouwer zdobyła wszyskie kolory medali - srebro, brąz i ten najważniejszy krążek - złoto. Nie musi już po niego jechać do Soczi.

Te igrzyska są dla Polaków bardzo szczęśliwe. Zdobyliśmy rekordową liczbę medali, choć zrobiły to tylko dwie osoby. Ale to właśnie dziś licznik odmierzający czas od ostatniego złota się wyzerował - i dlatego z całego serca gratuluje Justynie tak wielkiego sukcesu!

 

PS. Już po dodaniu powyższego wpisu, brązowy medal zdobyły nasze panczenistki: Katarzyna Bachleda - Curuś, Katarzyna Woźniak i Luiza Złotkowska. A więc i one wyzerowały licznik medalów dla naszych reprezentantek w łyżwiarstwie szybkim, po 50 latach od podobnego sukcesu w 1960 roku. Gratulujemy!

Dzisiejszy wpis poświęcę kilku ogólnym zasadom, jakie wg mnie powinny obowiązywać przy ustalaniu składów reprezentacji, oraz pewnej filozofii gry. Jednocześnie będzie to początek cyklu wpisów dotyczącego konkretnych pozycji i piłkarzy, na których nalezy stawiać na tychże pozycjach.

Kluczową sprawą jest ustawienie. Nie ukrywam, że moim ulubionym rodzajem ustawienia jest 3-4-3 i tę taktykę chciałbym widzieć w meczach z większością przeciwników. Głównie jeśli chodzi o zespoły od nas słabsze oraz na poziomie podobnym do naszego. Cel jest prosty - gramy ofensywnie, pierwsi strzelamy bramkę i podłamujemy tym skrzydła przeciwnikowi. Potem przejmujemy kontrolę gry i narzucamy przeciwnikowi własne tempo. Chodzi również o to, by słabym przeciwnikom nie pozwalać podchodzić pod nasze pole karne.

Natomiast z przeciwnikami mocniejszymi (Niemcy, Francja, Brazylia, Hiszpania itp.) gramy w ustawieniu 4-4-2, czyli klasycznym, bardziej defensywnym. Trzeba mieć na uwadze, że silniejsi rywale mają lepszych, skuteczniejszych i mocniejszych napastników, dlatego ważna jest zwiększona liczba obrońców, którzy będą przerywać lub utrudniać akcje przeciwnika.

Jednak w obliczu przegranej (np. 70 minuta i przeciwnicy prowadzą, dajmy na to 0-1) warto odejść od tego ustawienia i zagrać "na aferę". Czysta kalkulacja: zdejmujemy jednego obrońcę, zamiast niego dokładamy napastnika. W tej chwili nie ma nic do stracenia, bo albo i tak przegramy (bez różnicy czy 0-1, czy 0-2), albo uda się doprowadzić do wyrównania, albo jest szansa by nawet wygrać.

Najistotniejsza jest jednak selekcja. Nalezy pamiętać o tym, że w tej chwili "Franz" Smuda NIE jest TRENEREM, tylko właśnie SELEKCJONEREM. Różnica jest zasadnicza. Trener w klubie ma piłkarzy przez cały czas pod kontrolą, przez niemal cały rok (z wyjątkiem przerw między sezonami). Dlatego też może on szkolić piłkarzy, podnosić umiejętności poszczególnych zawodników, pomagać w powrocie do formy, trenować młodych. Selekcjoner natomiast, zwyczajnie nie ma na to czasu - kilka dni zgrupowania przed każdym meczem, to za mało na te czynności - dlatego selekcjoner ma OBOWIĄZEK wybierać tylko najlepszych zawodników. Bo to jest czas na to, by się ze sobą "ograli", przećwiczyli parę akcji, stałych fragmentów gry czy taktyki - ale nic więcej.

Kogo nalezy wybierać? To zalezy od aktualnej sytuacji kandydatów. Jednak nalezy przyjąć kilka ogólnych zasad. W przypadku piłkarzy najważniejsze są oczywiście umiejętności, ale zakładamy że ci, których bierzemy pod uwagę je posiadają. Dlatego nastepnym kryterium powinna być klasa rozgrywkowa. To jest sprawa kluczowa; cenniejszy jest ten piłkarz, który gra na codzień z największymi gwiazdami piłki, lub przeciw nim; dlatego pierwszeństwo mieć powinni piłkarze grający w najlepszych zachodnich ligach (Premiership, Serie A, Ligue 1, Bundesliga, Primiera Division, Bundesliga, Eredivisie). Następnie gracze przyzwoitych lig, czyli lepszych niż "pożal-się-Boże-Ekstraklasa" (Super League Ellada, Premier Liga, Eerste Klasse, Championship, Primeira Liga itp.). Dopiero potem uzupełniamy skład piłkarzami z naszej ligi (oczywiście tej najwyższej, czyli Ekstraklasy). Innych nie bierzemy pod uwagę.

Idziemy dalej: pierwszeństwo przed graczami wyszkolonymi w Polsce mają piłkarze od dzieciństwa trenowani w dobrych zachodnich ligach (tacy jak Obraniak czy Polanski). Powód: są po prostu lepsi. Kolejnym kryterium jest regularna gra: z wcześniej wyselekcjonowanych piłkarzy, wybieramy tych, którzy grają w miarę regularnie i często.

Najlepiej by w wyjściowej "11" grała np. para zawodników z jednego klubu. Są wtedy lepiej razem zgrani. Druga zasada, to to by "jedenastka" zawierała po 2-3 zawodników z tych najlepszych lig. Również w miarę mozliwości. Dwóch, trzech z Bundesligi, dwóch, trzech z ligi francuskiej, kogoś z Serie A... Z tym, że nie powinien to być żaden sztywny dogmat; większa ilość zawodników z danej ligi, nie powinna mieć przeszkód w grze.

Może zabrzmieć to bajecznie, ale moja jedenastka marzeń wygląda tak: na bramce Kuszczak, na obronie Perquis, Boenisch i Koscielny, w pomocy Polanski, Obraniak, Błaszczykowski i Smolarek, a na ataku Jeleń, Jutkiewicz i Acquafresca. Co prawda kilku z tych zawodników jeszcze nie ma nawet polskiego paszportu, ale dałbym wiele by w takim składzie rozegrać pierwszy mecz na Euro 2012.

piątek, 26 lutego 2010

Piłkarskie reprezentacje "U-", to dobry pomysł, tak jak wiele innych dotyczących pracy z młodzieżą. Rządzą się one nieco innymi prawami niż gra reprezentacji A. Przede wszystkim cel mają mieć głównie szkoleniowy (mimo organizowanych mistrzostw świata w kategoriach wiekowych) oraz stanowią kopalnię talentów, z których mozna będzie póżniej korzystać w dorosłych drużynach. Tak właśnie powinno się te rozgrywki traktować.

Niestety, odnoszę wrażenie, że dla niektórych "U-" jest celem samym w sobie. Bo dlaczego 3 marca, wtedy gdy reprezentacja A rozgrywa spotkanie towarzyskie z Bułgarią, kilku zawodników którzy powinni w nim grać, będzie grało mecz reprezentacji U-21 z Walią? Rozumiem, że mecz U-21 jest meczem eliminacyjnym do Mistrzostw Europy U-21, ale nie dajmy się zwariować. Najwazniejszymi rozgrywkami nie są zawody "U-", tylko własnie te rezprezentacji seniorskich. Ponieważ mecz z Bułgarią jest meczem, który stanowi przygotowanie do Euro 2012, najzdolniejsi piłkarze powinni grać własnie tam!

Tymczasem tacy piłkarze jak Sebastian Tyrała, Błażej Augustyn, Adam Matuszczyk czy Kamil Grosicki powinni grać jak najwięcej w meczach dorosłej reprezentacji. To zdolni, perspektywiczni zawodnicy, którzy mogą nam pomóc więcej ugrać na zbliżającym się Euro. Bo to tak naprawdę nie ma znaczenia jakie mamy osiągnięcia w "U-" - liczy się to, którzy piłkarze z tych "U-" będą decydować o sile naszej kadry.

Oczywiście są to tylko takie moje dygresje, mające na celu ostudzenie niezdrowego podniecenia jakie te spotkania i sukcesy wywołują, i wołanie o więcej rozsądku. Bo młodzieżówki mają wiele plusów. Chociazby w nich możemy się bliżej przyjrzeć młodym zawodnikom, pozyskanym przez skautów spośród młodziutkich piłkarzy urodzonych i wytrenowanych za granicą. Dzięki temu łatwiej ocenić, który z tych piłkarzy może być wzmocnieniem dla dorosłej kadry.

Christian Sankowski, Nick Meace, Christian Dorda, Sebastian Kędzierski, Alan Stulin, Lukas Olbrich, Martin Zakrzewski, David Blacha, Zeyn Al-Abidyn S-latef, Ben Starosta, Damian Rączka, bracia Przybyłko, Adrian Student, Sebastian Czajkowski - to imponująca, choć niepełna lista takich własnie zawodników. Jak podają szacunki, w samej tylko juniorskiej Bundeslidze gra ok. 200 zawodników polskiego pochodzenia! Oczywiście wyselekcjonowac nalezy tych najlepszych, co robią własnie skauci oraz trenerzy młodzieżówek. Tak więc jest to kolejny pożytek z istnienia reprezentacji "U-".

Rzecz jasna, "U-" powinny być tak samo otwarte dla młodych talentów znad Wisły. W dużej mierze bazują one na takich właśnie zawodnikach. Jak wspomniałem, młodzieżówki rządzą się innymi prawami, dlatego w ich przypadku jest sens powoływania młodych zawodników nawet z II czy III ligi. Chodzi o to, że to młode talenty, które ciągle się rozwijają, i mając te 16, 17 czy 18 lat mają przed sobą perspektywy do gry w lepszych drużynach, Ekstraklasy czy lig zachodnich. Choć jak historia uczy, wielu z nich się wykrusza i później o nich prawie nie słychać.

Dlatego nalezy doceniać młodzieżówki, ale pamiętać o jednym: najważniejsze jest to, którzy zawodnicy w przyszłości będą nas prowadzić ku prawdziwym, "dorosłym" laurom.

czwartek, 25 lutego 2010

Jutro rusza wiosenna runda Ekstraklasy. Jest to dobra okazja do tego, by skomentować kilka spraw związanych z tą ligą. Nasza "pożal-się-Boże" liga znajduje się na 43. miejscu w rankingu IFFHS , dotyczącym lig piłkarskich. Wyprzedzają nas takie "potęgi" jak Słowacja, Estonia (w końcu to Levadia pokonała Wisłę, a nie odwrotnie), Angola, Gruzja, Wenezuela czy Arabia Saudyjska. Kraje, które na piłkarskiej mapie świata praktycznie nic nie znaczą, a ich kluby nie osiągnęły nic w rozgrywkach ponadnarodowych. Nie oczekuję cudów, ale znaleźć się przynajmniej w pierwszej dwudziestce, tak duży kraj jak Polska powinien.

Ale do tego potrzebe są pieniądze i to duże. Jednak duże pieniądze są pochodną jakichś osiągnięć w futbolowym świecie i... tutaj kółko się zamyka. Trzy największe, najlepsze i najbardziej dofinansowane kluby w Ekstraklasie - Wisła, Legia i Lech, od lat nie potrafią przejść rund kwalifikacyjnych Ligi Mistrzów czy Pucharu UEFA (obecnie zastąpionego Ligą Europejską). Brak pieniedzy oznacza brak srodków na transfery, a to uniemożliwia wzmocnienia. Z kolei brak dobrych zawodników pozyskanych z transferów, sprawia że nasi piłkarze nie mają się od kogo uczyć rzemiosła i grają tak jak grają. Tak już jest w futbolowym świecie, że jeden sukces generuje nastepny, a porażka powoduje następne.

Często można spotkać się z wątpliwościami, czy aby nasza liga nie jest za mała. Jak niektórzy wyliczyli, do sierpnia ligowcy rozegrają 13 spotkań o punkty. To niewiele, ale nie bardzo wiem co miałoby dać chociażby powiększenie "pożal-się-Boże-Ekstraklasy" o kolejne 2 lub 4 kluby, przeciętnie grające. Czy Wiśle zrobi różnicę to, że zagra o jeden mecz więcej z Widzewem czy innym KSZO Ostrowcem? Nie sądzę. Jeśli chce grać o najwyższe trofea, niech gra z dobrymi zespołami, a nie ze sredniakami. Sparing z czołowymi drużynami Europy może dać jej więcej niż dwa mecze więcej z małym klubem z Polski. Po prostu.

Chcę również wspomnieć o pewnym "egzotycznym" klubie Ekstraklasy, jakim jest Odra Wodzisław. Egzotyczny, bo od 13 lat utrzymuje się w najsilniejszej lidze głównie dzięki wypożyczeniom. Wychowanków może i paru ma, ale jej siłę stanowią albo wypozyczeni, albo transfery starych, sprawdzonych wyg, którym kończą się kontrakty z dotychczasowymi klubami. Ponieważ w tym roku Odra jest bliska spadku (ostatnie miejsce w tabeli), władze klubu poczyniły kilka znaczących transferów. Bramkarz Arkadiusz Onyszko (kilkukrotny reprezentant Polski i do niedawna gracz duńskiej I ligi), Mauro Cantoro (czołowy piłkarz Wisły Kraków przez ostatnie 10 lat), Robert Kolendowicz czy Jakub Grzegorzewski, oraz kilku innych piłkarzy ma być gwarantem dla Odry, że utrzyma się kolejny rok. Chociaż nie brakuje już kibiców, którzy nie chcieliby widzieć tego klubu po raz 14 w Ekstraklasie.

Przeciwnieństwem tego zespołu jest drużyna Jagielloni Białystok. "Jaga" rozpoczęła sezon z 10 punktami ujemnymi w związku z aferą korupcyjną. Jednak straty szybko odrobiła i obecnie znajduje się na 10. miejscu tabeli. Takich ambitnych zespołów nam w Ekstraklasie potrzeba.

A kto zostanie Mistrzem Polski? Najlepiej, gdy będzie to ktoś z wielkiej trójki: Wisła, Legia, Lech, czyli klubów które mimo porażek w ważnych rozgrywkach i tak są naszymi najlepszymi kandydatami na grę w europejskich pucharach.

środa, 24 lutego 2010

Na tydzień przed meczem z reprezentacją Bułgarii, dociera do nas wiadomość, że w spotkaniu nie zagra Ireneusz Jeleń, jeden z naszych najlepszych napastników i najskuteczniejszych strzelców, najlepszy snajper pierwszoligowego francuskiego Auxerre oraz najwyżej notowany (56) polski piłkarz w Castrol Rankingu. Wielka szkoda, bo Jeleń to obecnie filar naszej reprezentacji i podstawowy gracz, jaki powinien być brany pod uwagę, jeśli chodzi o Euro 2012. Co gorsza - jest to najlepszy napastnik jaki został na ten mecz powołany.

Tak więc, tydzień przed sparingiem, nasza reprezentacja wygląda blado. Z napastników grają tylko Ekstraklasowcy - Robert Lewandowski, Patryk Małecki i Dawid Nowak. Czy któryś z nich ma szansę strzelić gola reprezentacji Bułgarii, 30. w rankingu FIFA? Ciężko powiedzieć. Zwłaszcza, że skład Bułgarii będzie opierał się na piłkarzach grających w Premiership (Berbatow z MU, Stilian Petrow z Aston Villi i Martin Petrow z Manchesteru City), Eredivisie (Manolew z PSV oraz Michajłow z Twente) czy Serie A (Bożinow z AC Parma). Pozostali to piłkarze z lig tureckich, rosyjskich, ukraińskich czy niemieckiej 2. Bundesligi, uzupełnieni o 7 piłkarzy z ligi bułgarskiej (35 miejsce w rankingu IFFHS, o osiem oczek nad Polską).

Bułgaria mocarzem w futbolu może nie jest, ale na razie na razie statystyki przemawiają na jej korzyść. Nasi piłkarze grający w lepszych ligach, to głównie Obraniak i Dudka (z Ligue 1), Piszczek i Błaszczykowski (Bundesliga), Żewłakow z Alpha Etniki, ewentualnie jeszcze Majewski z Championship i Kowalczyk i Murawski z Premier-Ligi. Oczywiście mamy jeszcze solidnego bramkarza z Man Utd, ale jego zmiennikiem jest kiepski bramkarz z naszej ligi. Aż 12 piłkarzy gra w "pożal-się-Boże-Ekstraklasie", co nie rokuje pozytywnie przed spotkaniem.

Co powinien zrobić w tej sytuacji Smuda? Takie sytuacje, jak ta z Jeleniem mogą się zdarzać, więc trzeba mieć na oku kilku innych, którzy mogliby go zastąpić. W tej chwili najlepszym kandydatem wydaje się być Dawid Janczyk, nasz najdroższy piłkarz, który w tym sezonie zdobył już 10 goli w belgiojskiej pierwszej lidze. Czemu nie dostaje powołań? Nie mam pojęcia. Czasem odnosze wrażenie, że dla selekcjonera Smudy istnieją tylko dwie ligi: Ekstraklasa i Bundesliga, w których szuka on szczęścia. Kilka faktów może o tym świadczyć, jak np. pomijanie piłkarzy grających w lidze holenderskiej, angielskiej, francuskiej, włoskiej czy właśnie belgijskiej.

A czemu by nie powołać Ebiego Smolarka? W ciemno można postawić, ze zagrałby lepiej niż Dawid Nowak, z którego wielkiego talentu już Smuda nie zrobi. No ale jak tu pować Ebiego, skoro można z niego żartować, miałkimi sucharami w stylu "Kavala to ja mogę opowiedzieć" czy "ślepemu się może trafic" (to ostatnie, to o dwóch bramkach Ebiego w meczu z Panathinaikosem).

O Przyrowskim i Mierzejewskim już pisałem, został mi jeszcze Maciek Iwański. Jaki jest sens powoływania piłkarza, który mając 29 już lat, nie widział boiska i gry ponad Ekstraklasą? Mając tyle lat co on, wypadałoby grać w lepszej lidze, jeśli myśli się o grze w kadrze. No, ale jeśli drugoligowy 27-latek, Marcin Robak mógł zostać powołany by ogrywać Tajlandię i Singapur, to czemu ja się dziwię?

wtorek, 23 lutego 2010

Pisałem już o pozyskiwaniu piłkarzy dla naszej reprezentacji, spośród chłopaków urodzonych lub wychowywanych za granicą, którzy mogliby grać w naszej kadrze. Niemal pewne jest, że Eugen Polanski będzie nas reprezentował, co udało się załatwić Franciszkowi Smudzie. Niewykluczone, że zagra z nim Sebastian Boenish oraz najmłodszy z tego grona, Adam Matuszczyk, pomocnik FC Koeln.

Temat takich powołań jest w Polsce relatywnie świeży. Dotąd praktycznie niewiele takich sytuacji miało miejsce. Pomijając nadawanie obywatelstwa reprezentantom mającym niewiele wspólnego z Polską, takim jak Emanuel Olisadebe czy Roger Guerreiro, w reprezentacjach seniorskich takie sytuacje się prawie nie zdarzały. Za wyjątek mozna uznać przypadek Ebiego Smolarka, który przebywał od dziecka w Niemczech i Holandii i miał propozycję reprezentowania tego drugiego kraju. Na szczęście wybrał Polskę, głównie ze względu na swojego ojca, Włodzimierza, który nasz kraj kiedyś reprezentował. Kolejnym wyjątkiem jest Ludovic Obraniak, piłkarz z polskimi korzeniami, obecnie jeden z najlepszych piłkarzy w naszej kadrze. Co karygodne - wszystkie formalności musiał załatwiać sam, bez pomocy PZPNu. Całe dla nas szczęście, że nie poddał się tak jak np. Piotr Trochowski, który też chciał nas reprezentować, ale został podobnie olany przez PZPN.

Jednak podobnych do ww. przypadków jest niewiele. Być może niektórzy kibice pamiętają jeszcze historię Andy'ego Johnsona z 2004 roku. Ów angielski piłkarz, król strzelców II ligi angielskiej, młodziezowy reprezentant tego kraju złożył propozycję gry w polskiej reprezentacji - ze względu na polskie pochodzenie. Polaków ten pomysł zaskoczył, dlatego rozbudził podejrzenia, ze może to być gra, mająca na celu szybsze powołanie tego zawodnika do drużyny Anglii. Jednak menedżer piłkarza spotkał się już nawet z Pawłem Janasem i Michałem Listkiewiczem, ówczesnymi ważnymi postaciami polskiej piłki. Ustalali wówczas warunki gry w Polsce oraz potrzebe dokumenty jakie trzeba zebrać, by piłkarz grał dla Polski. Jesienią. Na wiosnę 2005 Johnson otrzymał powołanie na mecz Anglii z Holandią i... skorzystał z niego natychmiast.

Może niektórzy pamiętają też słynne słowa byłego selekcjonera, Pawła Janasa: "takich Szetelów to mamy w Polsce dwustu", po których piłkarz Danny Szetela, obecnie reprezentant USA zrezygnował z chcęci reprezentowania Polski. Mimo że chciał i słał nawet listy do PZPNu w tej sprawie. "Nie" Polsce powiedzieli również reprezentant Izraela, Ben Sahar, dawny piłkarz Chelsea, obecnie Espanyolu, Dennis Król, rocznik 1991, grający w Barcelonie, wybrał (a raczej został do tego zmuszony) reprezentację Niemiec, Timothee Kołodziejczak, rok 1991, lewy obrońca Olimpique Lyon (odrzucił propozycję gry dla Polski, stwierdzając że woli się skupić na grze dla Francji). Piłkarzy, który wybrali Niemcy nawet nie ma sensu wymieniać, bo te nazwiska wszyscy znamy.

Dlatego też nalezy szczególnie docenić tych, którzy Polskę już wybrali, chciaż wcale nie musieli. Sebastian Tyrała - rocznik 1988, piłkarz Borusii Dortmund, zadebiutował już w seniorskiej reprezentacji Polski. Alan Stulin (1990) pomocnik FC Kaiserslautern, reprezentant Polski U-19. Zeyn al Abidyn S-latef, 1990, syn Polki i Irakijczyka, grał w Helsinborgu i Sheffield United. Miał propozycję reprezentowania Szwecji (gdzie się urodził) i Iraku (skąd pochodzi jego ojcec), ale ostatecznie wybrał Polskę. To oczywiście nie wszyscy. O innych wspominał będę przy innej okazji.

Ci zawodnicy to faktycznie "dary od losu" dla naszej reprezentacji. Gdyby nie ludzie dobrej woli, tacy jak Maciej Chorążuk, szef skautingu PZPNu oraz siatka skautów, a także trenerzy tacy jak Michał Globisz (trener reprezentacji młodzieżowych "U" dla rocznika 1990), być może nigdy nie zostaliby dla nas zdobyci. Na PZPN cieniem kładą się takie sytuacje, jak ta gdy Jerzy Engel obiecał jednemu ze skautów, Jackowi Protasiewiczowi zwrot kosztów poniesionych za paliwo, potrzebne do objeżdżenia wszystkich meczów z udziałem młodych Polaków. Jednocześnie zapewnił, że więcej żadnych zwrotów... nie będzie. To już jest SKANDAL!

Niestety, piłka wciąż jest zależna od "pożal-się-Boże-działaczy"...

poniedziałek, 22 lutego 2010

Każdą przerwę miedzy rozgrywkami kluby chcą wykorzystać na wzmocnienie swojej drużyny. Oczywiście najłatwiejszym sposobem jest pozyskanie nowych, sprawdzonych zawodników. Na zachodzie transferowe hity często idą w parze z wielomilionowymi kwotami zakupu piłkarzy, często za pieniądze większe niż roczne budżety naszych klubów. To dotyczy nie tylko klubów z zachodu - chociażby Szachtar Donieck był zdolny wyłozyć 6 mln euro za 19-letniego, brazylijskiego pomocnika, Aleksa Teixeirę. Dla porówanania: podczas tegorocznej przerwy zimowej, wszystkie polskie kluby wydały na zakupy łącznie 6,5 mln złotych.

Dobre transfery zawsze przynoszą klubom korzyści, zaś dla naszych zespołów, mających ambicje grać w europejskich rozgrywkach są wręcz niezbędne. Na gwiazdy nas nie stać, więc trzeba sobie radzić skromniejszymi srodkami i, przede wszystkim, innymi piłkarzami. Sęk w tym, ze aby myslec o osiągnięciach nalezy się wspomóc piłkarzami z doświadczeniem, którzy wcale tani nie są. Oczywiście, można też zmienić system szkolenia w klubach, ale to proces długotrwały, a czas to również pieniądz.

Do naszych klubów często trafiają zawodnicy przeciętni. Dawniej głównie "łapano" Brazylijczyków (skrajnym przykładem jest tu szczecińska Pogoń z lat 2005-07, gdzie występowali niemal w 100% piłkarze z tego kraju!), obecnie jest to bardziej zróżnicowane. Niestety, zdecydowana większość z nich nie grała nigdy w klubach zachodnich, więc ich przydatność dla rozwoju drużyn jest niska. A przecież wystarczyłoby kilku weteranów z zachodnich klubów, by podnieść jakoś gry i pomóc naszym klubom zajść dalej w Lidze Mistrzów czy Lidze Europejskiej, co przecież pociąga za soba kolejne korzyści.

Jednak także i testy potencjalnych zawodników budzą liczne wątpliwości. Jak donosi Przegląd Sportowy , zawodnicy są testowani w ciągu zaledwie 48 godzin, podczas których odbywają treningi lub ewentualnie sparingi, które niewiele wnoszą jeśli chodzi o ocenę zawodnika, a bywają decydujące. Nie dziwmy się więc, że nasza "pożal-się-Boże-Ekstraklasa" znajduje się dopiero na 43. miejscu rankingu lig piłkarskich IFFHS, skoro lezy u nas zarówno szkolenie, skauting oraz testowanie transferów.

Przyjrzyjmy się bliżej, co zakupiły podczas tego okienka transferowego nasze kluby. Wisła Kraków wspomogła się senegalskim pomocnikiem, Issa Ba, do niedawna piłkarzem AJ Auxerre. Legia zakupiła Donga Fanzhuo, dawnego gracza Manchesteru United i Royal Antwerp, od roku grającego w chińskiej lidze. Z kolei Polonia pozyskała grającego w Primiera Division Andreua Guerao Mayorala, a Cracovia reprezentanta Mołdawii, Aleksandra Suworowa. Tyle z ciekawszych transferów.

Ponoć do Lecha ma trafić Michał Janota - jeden z lepszych, polskich zawodników młodszego pokolenia, który ma ambicję grać na Euro 2012. "Polski Messi" - bo tak się o nim mówi obecnie gra na wypożyczeniu w Excelsiorze Rotterdam, gdzie w 20 meczach strzelił 7 goli. Miejmy nadzieję, że nasz ten zawodnik wkrótce trafi do dorosłej reprezentacji.

niedziela, 21 lutego 2010

Cieszą wszystkie sukcesy naszych sportowców, zwłaszcza te osiągane na najważniejszych światowych zawodach.  Igrzyska w tym roku są dla nas szczególnie szczęśliwe, ponieważ jak na razie, trzecia część wszyskich zdobytych przez Polaków medali na igrzyskach zimowych została zdobyta własnie w tym roku, w Vancouwer! Dwukrotne srebro Małysza oraz srebrny i brązowy medal Justyny Kowalczyk, to najpiękniejsze prezenty jakie mogli oni dać polskim kibicom. To także jedne z najwazniejszych chwil w ich życiu i sportowej karierze.

Można żałować, że ostatni (i jedyny!) raz złoty medal został zdobyty aż 38 lat temu, ale tak naprawdę, nie ma to najmniejszego znaczenia. Każdy medal jest wielkim osiągnięciem. Pamiętajmy, ze Adam Małysz fantastycznie powrócił do formy, po kilku latach znacznego jej spadku. Natomiast Justyna Kowalczyk jest jedyną biegaczką z grona najlepszych, nie wykorzystującą mozliwości stymulowania zdolności swojego organizmu (płuc) przy użyciu leków na astmę, które są zabronione dla normalnych olimpijczyków.

Tak więc dziękujemy Wam, Drodzy Medaliści za sukcesy i gratulujemy tak wspaniałych osiągnięć i wyników!

sobota, 20 lutego 2010

Jednym z lepszych posunięć ostatnich lat w polskiej piłce nożnej było powołanie bezpośredniego zaplecza dla dorosłej Ekstraklasy - Młodej Ekstraklasy (MESA). Pomysł jest wzorowany na podobnych rozwiązaniach w Serie A, czyli jednej z najlepszych lig europejskich. Po raz pierwszy rozgrywki Młodej Ekstraklasy ruszyły w sezonie 2007/2008.

Entuzjastą tego pomysłu jestem z kilku powodów. Przede wszystkim, jako zapelcze Ekstraklasy, daje MESA szansę młodym piłkarzom na "ogranie się" ze sobą. Ci zawodnicy, którzy za jakiś czas będą stanowić o sile swoich dorosłych drużyn, mogą już zmierzyć się ze sobą i skonfrontować na boisku. W przeciwnieństwie do poprzednich sezonów, nareszcie grają z rywalami na w pełni profesjonalnym poziomie. Wczesniej musieli oni grać w III lub IV lidze, z klubami lub zawodnikami, z którymi w dorosłej karierze się raczej nie spotkają. Poza tym przeskok z niskiej ligi do Ekstraklasy jest olbrzymi. Z MESY już mniejszy. Pamiętajmy, że juniorom z Wisły czy Lecha więcej da możliwość zagrania ze sobą, niż ze słabymi czwartoligowcami.

W Młodej Ekstraklasie można też przetestować zawodników z innych klubów, podczas rozgrywek. Takie testy są o wiele bardziej miarodajne, niż zwyczajowe 48. godzinne testowanie zawodników podczas transferowych okienek zimą i latem, w przerwach rozgrywek. Pomaga to także w penetrowaniu niższych lig, czyli skautingu, który niestety jak na razie w Polsce leży.

Podstawowym celem MES-y jest szkolenie. Jest to najlepsze miejsce do nabrania doświadczenia dla graczy w wieku 16-21 lat. Regulamin zezwala także na grę w tych zespołach do trzech piłkarzy powyżej tego wieku. Dzięki temu do gry mogą się włączyć piłkarze powracający do siebie po kontuzji, dodatkowo dzieląc się swym doświadczeniem z młodszymi zawodnikami. Takie doskonalenie umiejętności piłkarskich daje piłkarzom o wiele więcej, niż poruszanie się po boisku z przeciętnymi graczami czwartej ligi.

Oczywiście są i mankamenty. Mimo tabeli, gra w Młodej Ekstraklasie to nie jest gra o punkty, gdzie piłkarze czują presję utrzymania się w lidze. Wszystko zależy bowiem od wyników drużyn seniorskich. Oprócz tego jest nikłe zainteresowanie rozgrywkami wśród kibiców. Mimo to, plusów jest więcej. Niech świadczą o tym "perełki" wyławiane w tych meczach, jak chociażby Jacek Kiełb (Korona Kielce), który zdążył już zadebiutować nie tylko w drużynie seniorskiej, ale i reprezentacji Polski.

I chociaż nie uważam "pożal-się-Boże-Ekstraklasy" za wybitną ligę (w końcu 43. miejsce w rankingu lig, za Gruzją, Angolą i oczywiście, Estonią o czymś świadczy), o tyle rozgrywki MESY i umożliwienie piłkarzom późniejszego debiutu w dorosłych drużynach, mogą być dobrą odskocznią do obiecującej piłkarskiej kariery.

 
1 , 2