Z pierwszej piłki
środa, 03 sierpnia 2011

Zwycięstwo ma twarz Meliksona. Jeżeli jest jakiś piłkarz w tej pieprzonej lidze, który potrafi w takim stylu prowadzić swoją drużynę do zwycięstw, to jest to własnie Maor Melikson. Drybling, szybkość, gubienie rywala, celny strzał - nie ma wątpliwości, że Maor to piłkarz kompletny. Wisła pozyskując "Meleksa" nie zakupiła tylko zawodnika - ona zakupiła piłkarza przez wielkie P. Zakupiła mistrzostwo Polski, a teraz jeszcze mozliwośc gry o Ligę Mistrzów.

Maor Melikson - te dwa słowa wystarczają by streścić dzisiejszy mecz. Nie ma akcji, do której by się nie włączył, są za to dwa gole jakie zdobył. Pierwsza bramka i klepka z Małeckim - mistrzostwo świata. To jest coś, z czym człowiek się rodzi. Maor się z tym urodził. Potem kapitalny rajd Meliksona, który niestety zakończył się tylko rzutem karnym. Wobec tego karnego będą kontrowersje, ale chyba nie ma wątpliwości, że gdyby bramkarz Liteksu nie rzucił się pod nogi Maora, to całą akcja skończyłaby się piękną bramką.

Tak, izraelski pomocnik wygrał Wiśle ten mecz. Biała Gwiazda pokonała na swoim stadionie 3:1 Liteks Łowecz, co sprawia, że awansowała do IV rundy kwalifikacyjnej Champions League. Mamy teraz ostatnią prostą do Ligi Mistrzów i nie wolno tego spieprzyć! Inni już mieli swoje okazje, teraz nasza pora! Wprawdzie, nawet jeśli Wisła odpadłaby w tej IV rundzie, to i tak ma gwarantowane miejsce w Lidze Europejskiej, ale chyba wszyscy będziemy zawiedzeni, jak jej się nie uda awansować do tej fazy grupowej. Liga Europy? Proszę bardzo, ale nie w inny sposób niż poprzez zajęcie trzeciego miejsca w grupie LM.

Brawo Wisła, Brawo Robert Maaskant i Brawo Maor Melikson!

22:56, wankuwer
Link Dodaj komentarz »



Łukasz Piszczek dobrowolnie poddał się karze zawieszenia, wymierzonej przez Wydział Dyscyplinarny PZPN. Cóż, fakt że najmniej winny ustawienia meczu Zagłębie - Cracovia obrywa najbardziej (najpierw najwyższa kara wymierzona przez prokuraturę, a teraz sześć miesięcy dyskwalifikacji) może godzić w poczucie sprawiedliwości, ale tym większe brawa dla Piszczka, że zdecydował się odpokutować bez żadnych odwoływań.

Co do słuszności kary, weźmy pod uwagę, że udział Piszczka był wówczas minimalny, bo nawet w tamtym spotkaniu nie zagrał, choć uczciwie trzeba przyznać, że byli też tacy którzy wówczas odmówili. Koniec końców, wina była, kara jest i za sześć miesięcy Piszczek będzie mógł grać już z czystym sumieniem. Na całe szczęście będzie mógł grać, bo to obecnie nasz najlepszy piłkarz i jego brak na Euro, lub niezdrowa atmosfera wokół jego powołań nikomu korzyści by nie przyniosły.

Półroczny rozbrat z kadrą może wyjść wszystkim na plus - po pierwsze, Łukasz będzie mógł skupić się tylko na grze w Borussii, bez tracenia czasu na zgrupowania pod wodzą Dyzmy. W ostatecznym rozrachunku przyniesie to więc większą korzyść dla reprezentacji, gdy piłkarz będzie spędzał więcej czasu z trenerami z prawdziwego zdarzenia. Przyszły sezon to nie tylko gra w Bundeslidze, ale takze walka w Lidze Mistrzów, dzięki czemu już znakomity czek będzie mógł się stać jeszcze lepszym piłkarzem. A to przecież nie pozostanie bez wpływu na jego dyspozycję na Euro.

Po drugie, jest nareszcie okazja na wypróbowanie w kadrze dublerów. Marcin Wasilewski albo Jakub Rzeźniczak w końcu będą mogli otrzymać swoją szansę w reprezentacji, bo jak wiadomo, na każda pozycję potrzeba mieć dublera. Z powoływanym Piszczkiem nie mieliby szansy się zaprezentować, chyba że w ostatniej minucie meczu. Nawet dobrze, że zawiszenie nastąpiło teraz - bo skoro Smuda mówi, że "teraz nie wiem nawet kogo mam wystawić do gry w najbliższym meczu towarzyskim", to ma czas na znalezienie godnego zastępcy. 

16:40, wankuwer
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 sierpnia 2011

Pierwsza kolejka Ekstraklasy w sezonie 2011/12 za nami. Dopiero teraz. Wcale mi się to nie podoba, że mecze rozwleczono na cztery dni i o spotkaniach piątkowych trzeba pisać dopiero w poniedziałek, ale cóż... Na to wpływu nie mamy,  choć tak do końca nie wiem, co "autor miał na myśli" planując w taki sposób terminarz.

No nieważne. Grunt, ze liga nam wreszcie ruszyła i że zaczęło się od potężnego "łupnięcia". Lech Poznań nie dał żadnej szansy Łódzkiemu Klubowi Sportowemu i rozgromił go aż 5:0. Wprawdzie dwa gole z pięciu uznane być nie powinny (pierwsza bramka Rudnevsa ze spalonego, oraz trzeci gol Rudnevsa, gdy piłka nie przekroczyła linii bramkowej), ale rozmiar porażki i tak robi wrażenie. Jose Mari Bakero nie zaczął więc tego sezonu tak źle, jak niektórzy wieszczyli - choć przypominam, że rok temu było podobnie: jego drużyna też wygrała nad beniaminkiem i została po pierwszej kolejce liderem tabeli. ŁKS jest niestety kandydatem do spadku - ma słabych piłkarzy, a co gorsza - nie ma pieniędzy na lepszych.

W dobrych humorach są na pewno piłkarze Polonii Warszawa, bo Czarne Koszule pokonały u siebie Lechię Gdańsk. Jedyną bramkę zdobył Bruno. Mecz był wprawdzie wyrównany, ale zdobycie trzech punktów ma na pewno olbrzymia wartość dla warszawskiej drużyny, bo w kolejnych meczach różnie może być. Wprawdzie trener Jacek Zieliński to gwarant pewnego poziomu sportowego drużyny, no ale nie musi mu się udać misja wykrzesania czegokolwiek z ligowych średniaków, którzy trafili do klubu z metką "wyróżniający się". Zresztą w meczu było o krok od remisu, bo w ostatnie minucie sędzia mógł podyktować "jedenastkę" dla Lechii, za faul na Traore w polu karnym.

W sobotę kolejne "deja vu" z pierwszej kolejki poprzedniego sezonu mogli zaliczyć piłkarze Cracovii. Pasy objęły prowadzenie w meczu z Koroną po bramce Suworowa, by ostatecznie przegrać mecz 1:2. W spadek Cracovii w tym sezonie nie wierzę, bo jednak mamy w lidze kilka słabszych, biedniejszych i mniej pewnych drużyn, ale z taką grą to o wysokich lokatach nie ma sensu nawet marzyć. Bliższa spadku może być Korona, nawet pomimo zwycięstwa - jak to sie zwykło mawiać, miłe złego początki. A naprawdę w tym klubie źle się dzieje, choć póki co widac jeden pozytyw - przed sezonem Korona wystawiła na listę transferową 14 piłkarzy - tych najważniejszych. Moga oni w tym klubie jednak pozostac, bo zwyczajnie nie ma na nich chętnych. W zwiazku z tym, taki golański czy Hernani od czasu do czasu może wskoczą jednak do składu i trochę podciągną kielecki klub.

Inną historią jest GKS Bełchatów. Od kilku sezonów zawsze sprzedaje swoich najlepszych zawodników, potem walczy o utrzymanie i na końcu wszyscy są zdziwieni, że nie udało się zrobić nic więcej. W tym okienku Bełchatów opuścili już Mateusz Cetnarski i Maciej Małkowski. Więc osłabień chyba nie będzie, a już na pewno trener Paweł Janas postara się o pozostanie klubu w lidze. Oby tylko te starania były bardziej owocne niż gra Kamila Kosowskiego w meczu z Ruchem Chorzów, bo tak słaba postawa i czerwona kartka w debiucie to bardziej zapowiedź katastrofy niż dobrej gry. Ruch wyszarpał zwycięstwo 2:1 w ostatnich minutach po karnym wykorzystanym przez Pawła Abbotta - premierowe trafienie tego napastnika w oficjalnym meczu Niebieskich. Jedynego gola dla GKS zdobył Marcin Żewłakow i pozostaje pytanie czy powtórzy on wyczyn Tomasza Frankowskiego? Już drugi sezon z rzędu taki "emeryt" zdobywa gole dla swojej drużyny.

Fatalnie zaprezentowała się natomiast Wisła, która tak słąba grę może wytłumaczyć tylko zasłoną dymną przed decydującym spotkaniem z Liteksem. Miejmy nadzieję, że to tylko to, bo jeśli mecz z Widzewem prezentuje aktualną formę mistrzów Polski, to Champions League nie będzie "piłkarskim rajem", tylko piłkarskim piekłem. Co ważne, pierwszego gola dla Białej Gwiazdy zdobył Dudu Biton, nowy "nabytek" (tak naprawdę to on jest tylko wypożyczony) Wisły. Może to w dalszej perspektywie oznaczać, że pewne miejsce w składzie straci Cwetan Genkow, który już od kilku meczów (tych w fazach eliminacyjnych LM) porusza się raczej misiowato, niż tak, jak przystało na napastnika. Z Widzewem nie strzelił nic. Wynik 1:1 to i tak dobrze dla Wisły, bo od 75 minuty, łódzki klub prowadził 1:0 po bramce twardziela - Przemysława Oziębały, który chwilę wcześniej zdążył sobie rozciąć na boisku łuk brwiowy.

Remis 1:1 uratowali też piłkarze Śląska Wrocław w meczu z Górnikiem Zabrze. Najpierw przegrywali u siebie 0:1 po bramce Pawła Olkowskiego (młody obrońca chyba niedługo stanie się gwiazdą Ekstraklasy), a potem do wyrównania doprowadził ktoś z dwójki: Johan Voskamp - Cristian Diaz. Sędzia do protokołu wpisał Voskampa i chyba miał rację, ale to ma mniejsze znaczenie - ważne, że trener Orest Lenczyk znowu może zacząć serię meczów bez porażki.

W niedzielę miała też zagrać Legia Warszawa z Zagłębiem Lubin, ale okazało się że Pepsi Arena nie jest przygotowana na coś tak niespotykanego w Polsce jak ulewa. Spotkanie przełożono na listopad, choć chyba jest to za bardzo asekuracyjna data - gdyby władze Ekstraklasy poszły za ciosem, to może zagranoby to spotkanie w lutym, tak jak mecz o Superpuchar.

Ostatnim spotkaniem kolejki był poniedziałkowy mecz Jagiellonii Białystok z Podbeskidziem. Debiut Czesława Michniewicza w Jadze nie będzie tak udany, jak mógłby być - białostocki klub, który już prowadził 2:0 dzięki dwóm bramkom niezawodnego jak zawsze Tomasza Frankowskiego, już był w ogródku, jużwitał sięz gąską... A tu jednak chwila dekoncentracji i w 83. minucie zrobiło się 2:1, a pod koniec meczu sędzia podyktował karnego po faulu Cionka. Cóż, Thiago Cionek w spotkaniu nie powinien grać, ale kara, jaką nałożyła na niego komisja ligi została anulowana i zamiast pomocy drużynie ,przyniosło to odwrotny skutek... Bywa i tak. Na pewno udał się debiut Podbeskidziu Bielsko-Biała - pierwszy mecz w Ekstraklasie i już pokaz własnej zadziorności. Podobnie było w zeszłym sezonie, w meczach z Wisłą i Lechem.

sobota, 30 lipca 2011

Anglia, Czarnogóra, Ukraina, Polska, Mołdawia, San Marino. W zasadzie nasze marzenia o grze na Mundialu 2014 zostały pogrzebane. Nie ma takiej siły, żeby uciec Anglii, no chyba że zagramy na Wembley, napastnikiem będzie Jan Domarski, a na bramce postawimy Jana Tomaszewskiego. Ale nie tylko Anglii bać się powinniśmy, bo Ukraina też swoje będzie chciałą ugrać, a i Czarnogóry nie ma co lekceważyć.

Możliwe są dwa warianty: optymistyczny i pesymistyczny. Pesymistyczny to taki ,w którym zajmujemy miejsce trzecie lub gorsze i nie awansujemy. Sprawa jasna. Wersja optymistyczna jest trochę ciekawsza: udaje nam się zająć drugie miejsce w grupie (za Anglią), co daje nam baraże. A tu, niestety mamy problem, bo takie rozwiązanie to loteria. Może nam się trafić przeciwnik z grupy I, czyli tej gdzie gra Hiszpania i Francja. Na 99% z tejże grupy możemy więc trafic na Francję - jak na mecz o taką stawkę, fatalnie. W grupie F jest podobna sytuacja: Portugalia i Rosja. Grupa D, to z kolei Holandia i Turcja. Jakby nie patrzeć - mamy przesrane. A to i tak w wersji optymistycznej!

W polskich kibicach oczywiście pokutuje przekonanie, że to my jesteśmy Polacy i nas się trzeba bać. Przeciętny kibic pomyśli tak:

"Anglia? od dawna słaba, damy radę!"

 "Czarnogóra? Hahaha, kto to w ogóle jest?"

"Ukraina? Spoko, to nasz poziom"

"Mołdawia? To ogórki..."

No niestety, obecnie tak to nie wygląda. Na Mundialu 2006 mieliśmy wyjść z grupy: bo Niemcy wprawdzie poza naszym zasięgiem, ale Ekwador i Kostarykę rozgromimy na stojąco. Jak wyszło, sami wiemy. Euro 2006 też miało być super - jak mówił Michał Listkiewicz, "z Niemcami zagraliśmy dwa lata temu dory mecz, więc są szanse, z Austrią wygraliśmy dwa lata temu, więc są szanse, a Chorwacja też jest w naszym zasięgu". A potem był wpierdol, jeden strzelony gol i jeden wywalczony punkt. O eliminacjach do Mundialu 2010 nie wspomnę.

Tak więc: nie ma co się napinać. Lepiej pomyślmy o tym, że Mundial 2014 będzie wielkim świętem futbolu, podobnie jak ostatnie mistrzostwa, gdzie również Polaków nie było.

23:22, wankuwer
Link Dodaj komentarz »

Kolejny sezon rozpoczety, i kolejne okienko, w którym do kraju powracają piłkarze powyżej trzydziestki, żeby dobić spokojnie do emerytury. Różnie się taki powroty kończą - czasem (ale rzadko), tak jak w przypadku Tomasza Frankowskiego, który wymiatał w Jadze i został nawet królem strzelców w zeszłym sezonie, ale czasem bywa i tak, jak miało to miejsce w przypadku Artura Wichniarka lub Macieja Żurawskiego - całkowity niewypał i gra poniżej oczekiwań.

Przyjrzyjmy się zatem, jak mogą się prezentować "nowi" "starzy" piłkarze powracający do Polski.

Kamil Kosowski, GKS Bełchatów - za miesiąc skończy już 34 lata. To wprawdzie dużo, ale rekordzistą pod tym względem nie jest. Pamiętamy go przede wszystkim z występów w Wiśle Kraków, gdy był jednym z najlepszych piłkarzy tego klubu. Najlepszy okres jego kariery, to sezon 2002/03 z Henrykiem Kasperczakiem, gdy Wisła zdobywała mistrzostwo i świetnie zaprezentowała się w Pucharze UEFA. Kamil zagrał wówczas w 29 spotkaniach i zdobył siedem goli - najwięcej w karierze. Jednak to, że było ich najwięcej nie powinno dziwić, bo potem poprzeczka się podniosła: "Kosę" wypożyczano do 1FC Kaiserslautern z Bundesligi, następnie do Southampton występującego w Championship oraz do włoskiego Chievo Werona. To jednak wszystko historia, bowiem przez ostatnie trzy sezony występował w lidze cypryjskiej - najpierw w Apoelu Nikozja, a potem w Apollonie Limassol. Gra na Cyprze nie jest może najlepszą rekomendacją dla piłkarza, ale powiedzmy sobie, że Kosa jednak sobie radził. W Apollonie jednak nie brakowało mu problemów: przez miesiąc był zesłany do rezerw, kłócił się o pieniądze z klubem, zaś władze nie były zadowolone z jego formy.

Teraz Kosowski będzie grał w Bełchatowie. Myślę, że śmiało ten powrót można by uznać za coś, na kształ powrotu "Franka", bo Kosa był zawsze solidnym piłkarzem i przede wszystkim gra w klubie, w którym będzie się spokojnie mógł wyróżnić.

Marek Saganowski, Łódzki Klub Sportowy - 33 lata, z czego przez dwa ostatnie zdobył łącznie pięć bramek. Jak na napastnika - zatrważająco mało. Biorąc pod uwage, że Sagan to już piłkarz, który lepszy nie będzie, to wynik fatalny. Ostatnie półtora sezonu spędził w Grecji, gdzie zagrał 9 spotkań w rundzie wiosennej sezonu 2009/10 i 25 w sezonie 2010/11. ŁKSu za sobą raczej nie pociągnie. Pewnie w przekroju sezonu uda mu się coś strzelić, ale biorąc po uwagę, że ma być w tym klubie jednym z głównych napastników (obok innego emeryta, Marcina mięciela), to można obstawiać ten powrót jako niewypał.

Marcin Baszczyński, Polonia Warszawa - 34 lata, kolega Saganowskiego z Atromitosu. Biorąc pod uwage, że jest obrońcą, należy tu zastosowac inne kryteria do jego oceny, bowiem jego zdolności nie mierzy się w golach czy asystach, a "żywotność" defensorów jest na ogół wyższa niz napastników. Ostatnie dwa lata Baszczu spędził w Grecji. Sezon 2010/11 może chyba uznać za udany, skoro zagrał w 25 spotkaniach po 90 minut w każdym. Powrót do Polonii może być udany, pod warunkiem, że składu drużyny nie będzie ustalał Józef Wojciechowski, który od każdego piłkarza oczekuje więcej, niż nakazuje zdrowy rozsądek.

Michał Żewłakow, Legia Warszawa - 35 lat, a więc najstarszy z tego grona. W zasadzie jego powrót do Polski mozna uznać bardziej w kategoriach chwytu marketingowego, niż realnego wzmocnienia. Pamiętamy jego ostatnie mecze w kadrze - dociągnął wprawdzie do 102 spotkań i został rekordzistą, ale spisywał się coraz słabiej (może z wyjątkiem meczu pożegnalnego). Miniony sezon spedził w barwach tureckiego Ankaragucu, gdzie był podstawowym zawodnikiem, choć rozstał się z klubem przed czasem, z powodu zaległości finansowych. W klubie przyjęto to raczej z ulga, niż z poczuciem straty. Sam piłkarz mówi, że chce po tym sezonie zakończyć swoją bogatą karierę. Nie przewiduję wielkiego rozczarowania, bo chyba mało kto liczy na Żewłaka jako na piłkarza - to ma być bardziej wychowawca młodzieży w Legii oraz dobry duch szatni. Zresztą sparingi, w których strzelał dla Legii samobóje, mogą mówić same za siebie.

Adrian Sikora, Podbeskidzie Bielsko-Biała - 31 lat, a więc najmłodszy z powracających do naszej ligi. Jednocześnie jeden z najmniej znanych, bo w Ekstraklasie grał tylko w Górniku Zabrze i Dyskobolii, ale na ogół nigdy nie mówiło się o nim tak dużo, jak o innych Polakach wyjeżdżających z kraju. Być moze dlatego, że jak w 2008 roku wyjechał do drugoligowego, hiszpańskiego Realu Murcia, to w 25 meczach strzelił tylko jedną bramkę, zaś przygoda z cypryjskim APOELem Nikozja szybko sie zakończyła - gdy na samym początku jego pobytu w tym klubie złapał poważną kontuzję, która wykluczyła go z gry na cały sezon. Mimo to, zdążył zagrać wówczas w trzech meczach i zdobył dwie bramki. Nie pograł również jesienią 2010 (też z powodu kontuzji), zaś wiosnę 2011 spędził bez klubu. Ekstraklasy po przerwie pewnie nie zawojuje.

14:42, wankuwer
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 lipca 2011

Oj sporo ostatnio wydarzyło się w naszej kopanej. Po pierwsze mecze w Lidze Europejskiej: Śląsk Wrocłąw zawiódł w starciu z Lokomotivem Sofia i tylko zremisował bezbramkowo u siebie, zaś Legia - co jest sensacją, wygrała na wyjeździe z Gaziantepsporem. Meczów tych wprawdzie nie oglądałem, więc rozpisywać sięnie bede, ale to nic straconego - za tydzień w końcu rewanże, ale miło że polskie drużyny nadal pozostają w grze. Problem jest tylko taki, że na ogół lubią odpadać w sierpniu.

No, ale to nic. Emocjonować to się będziemy na pewno naszą Ekstraklasą. Dziś inauguracja tych rozgrywek. Inauguracja od mocnego uderzenia - Lech Poznań rozbił na wyjeździe ŁKS Łódź. 5:0 to po prostu szok - i można sobie zadać pytanie, czy to ŁKS taki słaby, czy to Lech taki mocny. Prawda zapewne tkwi pośrodku. ŁKS to drużyna zawodników w podeszłym wieku, poza tym w dużej mierze przeciętnych - a niestety to nie jest Milan sprzed kilku lat, gdzie można było coś wycisnąć z klasowych emerytów. ŁKS z Milanem ma obecnie tyle wspólnego, co Paolo Maldini z Marcinem Adamskim, albo Bogusław Wyparło z Didą. Hat-tricka ustrzelił Artjoms Rudnevs, a pozostałe gole dołozyli Semir Stilić i Cezary Stefańczyk. Niestety, z pięciu goli Kolejorza, pierwszy to spalony, drugi to samobój, a piąty to piłka, która nie przekroczyła linii bramkowej. Lech więc nie taki straszny, choć ma ogromne szanse na przynajmniej jakieś puchary.

Drugi mecz to spotkanie Polonii Warszawa z LechiąGdańsk. O samym meczu napisze więcej w poniedziałkowym podsumowaniu, dziśwarto sięskupić na innym newsie z Czarnych Koszul - Ebi Smolarek rozwiązał kontrakt. Nie ma go już w klubie Kokosa, może poszukać nowego pracodawcy i dlatego teraz wszystko w jego rękach. Gdyby spuścił z tonu w sprawie swoich oczekiwań finansowych, to naprawdę mógłby znależć zatrudnienie w większości klubów naszej ligi W zeszłym sezonie zdobył siedem goli, co wówczas nie było wcale tak mało. Oby tylko nie było tak, jak przed dwoma laty, gdy pozostawał przez pół roku bez klubu, aż łaskawie pozyskała go Kavala...

Wydział Dyscyplinarny PZPN zawiesił także Łukasza Piszczka (oraz kilku mniej ważnych zawodników). Co do tej kary, to jednak mam ambiwalentne odczucia. 6 miesięcy dyskwalifikacji to jednocześnie i kara, i nie do końca. Na Euro przecież Piszczek i tak zagra, a że ominie go kilka mało waznych sparnigów? To nie ma większego znaczenia. Zresztą: ja chcę Piszczka w kadrze - tak samo, jak każdego innego dobrego piłkarza. Nie usprawiedliwiam go, choć przecież to nie on był największym złem tamtego meczu, ale jednak to on musi ponosić największe konsekwencję - nie dośc, że płacił juz najwyższą grzywnę, to teraz wypadnie z reprezentacji.Popełnił kiedyś błąd, ale takie karanie nie jest wcale sprawiedliwe.

Chociaż taki Hermes też był kiedyś przez WD PZPN ukarany i jak to się skończyło wszyscy wiemy.

23:01, wankuwer
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 lipca 2011

Wisła zrobiłą kolejny krok w kierunku Ligi Mistrzów i teraz jest już bardzo blisko IV rundy kwalifikacyjnej. Wystarczy tylko wygrać lub zremisować przy Reymonta. Może jednak słowo "wystarczy" nie jest tu najlepsze, chociażby z racji tego, że to wcale nie musi być takie łatwe.

O Wiśle powiem tak: nie przekonuje mnie na razie gra tego zespołu. Wprawdzie przynosi to efekty w postaci wygranych, ale głównie dzięki zwykłemu fartowi. Wczoraj Liteks mógł strzelić znacznie więcej goli, a poprzeczka wybroniła więcej piłek niż Milan Jovanić. Dodając do tego te piłki, które przeszły obok słupka, mijając o centymetry światło braki, mecz wcale nie musiał skończyć się wygraną Wisły.Odnosnie jednak Jovanicia, trzeba przyznać, że i tak dobrze się spisał i godnie zastąpił Pareikę.

Michael Lamey, który jeszcze kilka tygodni temu wydawał się wielką niewiadomą chyba zdołał już przekonać do siebie kibiców Wisły. Najpierw dośrodkowanie, które dało Wisle wygraną nad Skonto, teraz gol otwierający wynik z Liteksem. Zobaczymy jak będzie dalej, ale juz teraz widać, że jego umiejętności przewyższają polską Ekstraklasę i okazuje się, że Erik Cikos był piłkarzem, którego można było zastąpić kimś jeszcze lepszym.

Tradycyjnie już, najlepszy na boisku był Maor Melikson. Chłopak kreuje całą ofensywną grę Wisły i co równie ważne - zdobywa gole. Ten jeden gol "Meleksa" dał Wiśle prowadzenie na 2:1 i może okazać się kluczowy dla awansu. Słabo, jak zwykle zagrał Cwetan Genkow - on ma tendencję do tego ,żeby rozkręcać się po pięciu meczach. Ponieważ zagrał dopiero trzy, trzeba liczyć na to, że po raz pierwszy strzeli coś w fazie grupowej Champions League.

Oby Wiśle tylko wystarczyło szczęścia w kolejnych meczach. Jak na razie jedzie głównie na farcie i to chyba największy problem. Oczywiście nadmair szczęścia nigdy problemem nie jest, problemem jest to, że poza nim trzeba też coś sobą prezentować.

12:39, wankuwer
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 lipca 2011

Franciszek Smuda wysłał dziś powołania na mecz z Gruzją. Próżno szukać na tej liście młodego zdolnego napastnika Ruchu Chorzów, Macieja Jankowskiego - jest za to, w zasadzie nie wiadomo w czym lepszy, Michał Kucharczyk.

Porównując statystyki obu piłkarzy, to są one dość rozbieżne. Maciej Jankowski w zeszłym sezonie w Ekstraklasie zdobył 8 goli, Michał Kucharczyk pięć. Ponieważ jednak w zawodzie napastnika wazna jest powtarzalność, to z tej strony wygląda to inaczej: Jankowski zagrał w 28 meczach, w osmiu zdobył bramkę, w dwudziestu nie. Kucharczyk wystąpił w 27 spotkaniach, a gole zdobywał sporadycznie - tylko w czterech meczach, co oznacza, że przez 23 mecze nie trafił do siatki. Co do tej regularności, to warto podkreslić, że napastnik Ruchu najdłuższą przerwę zanotował między czwartą a ósmą kolejką, gdy nie trafiał do siatki. Natomiast gdy młody piłkarz Legii strzelił bramkę w 16 kolejce, to następnie zablokował się na kolejne 12 spotkań. Średnio Jankowski zdobywał bramkę co 247 minut, Kucharczykowi zaś zajmowało to 120 minut więcej.

Żeby być obiektywnym, to muszę dodać, że na korzyść Kucharczyka przemawia tylko ilość asyst w zeszłym sezonie: zaliczył ich cztery, zaś Jankowski tylko jedną.

Tyle statystyki. Warto podkreślić tez, że Maciej Jankowski był jednym z kreujących całą ofensywną grę Ruchu i ciągnął tę drużynę przez niemal cały sezon. Teraz powstaje pytanie: w czym jest gorszy od Michała Kucharczyka, że to piłkarz Legii jedzie na zgrupowanie, a Jankowski nie? Przecież skoro powołanie ma się należeć Kucharczykowi, to Jankowskiemu nalezy się ono tak samo. W końcu obaj są młodzi i zdolni. przy obecnej posusze jaką mamy z napastnikami (bo Brozek w Turcji gra ogony, Jeleń nie ma klubu a Sobiech jest kontuzjowany), Jankowski nam się na pewno przyda. Tymczasem nie wiadomo, czy jest chociażby przez kogokolwiek obserowany. Niestety, Ruch to nie Legia i to chyba jego największy problem - gdyby grał w medialnym klubie, byłby pod lupą wszystkich. A Niebieskimi mało kto się interesuje.

***

PS. Tak an marginesie, to wie ktoś dlaczego na zgrupowanie ma pojechać znowu kontuzjowany Arkadiusz Głowacki, do którego zdrowia w Trabzonsporze wszyscy już stracili cierpliwość? To dziwne, tym bardziej, że nie jedzie Piotr Brozek - lewy obrońca, których w kadrze jest deficyt, a który w Trabzonie radzi sobie obecnie najlepiej spośród Polaków.

15:50, wankuwer
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 lipca 2011

Polska piłka jest niesprawiedliwa. Jeszcze ze dwa lata temu, a już na pewno przez niemal cały okres pracy Leo Beenhakkera, chciałem widzieć w naszej kadrze Ireneusza Jelenia oraz Tomka Kuszczaka. Nic dziwnego - Jeleń pokazał się z dobrej strony na Mundialu 2006 (mimo, że nie zdobył żadnej bramki) i przez pięć lat swojego pobytu w Auxerre strzelał gola za golem. Kuszczak z kolei przeszedł w tym samym roku do Manchesteru United, a więc jednego z najlepszych klubów na świecie. Dziś już raczej szanse na ich zaistnienie w reprezentacji są nikłe, tym bardziej, że nie wiadomo nawet, gdzie w przyszłym sezonie będą grać.

"Fucking Jeleń", jak określił swojego potencjalnego kadowicza Leo, rozstał się niedawno, w niezbyt miłej atmosferze z Auxerre. Irek to wprawdzie świetny piłkarz, ale ma jeden niesłychanie powazny problem: chore kolana. Z tego względu dużą część swojego czasu w AJA spędził lecząc kontuzje. Ostatni sezon to jedena wielka pauza - najpierw pół roku minęło na leczeniu jednego urazu, by po kilku meczach po powrocie leczyć kolejną kontuzję do końca sezonu. Nic dziwnego, że w końcu władzom klubu skończyła się cierpliwość do Jelenia, który zresztą dotąd i tak był tam na specjalnych warunkach - mógł m.in. leczyć sie w Polsce.

Teraz Jeleń pozostaje bez klubu i nie wiadomo gdzie jeszcze zagra. Rok temu chciały go wielkie francuskie kluby, ale teraz ta ochota na drogo opłacanego "człowieka-szklankę" im przeszła. Rok temu mówiło się też o zainteresowaniu klubów z Bundesligi, ale teraz na to nei ma już żadnych szans. Jedna z plotek głosiła, że Jeleń mógłby zagrać w Zenicie Snakt Petersburg - sęk w tym, że Rosjanie nawet przez chwilę nie byli nim zainteresowani. Teraz mówi się, że polski snajper mógłby zagrać albo w Panathinaikosie, albo w Polonii Warszawa. Którejby opcji nie wybrał, to nadal jest sportowy spadek. I to dość duży.

A mogło być tak pięknie... Potencjał Jelenia mógł zostać wykorzystany dla reprezentacji w najlepszych latach jego kariery: gdy gralismy o Euro 2008, na Euro 2008 i o Mundial 2010. Wtedy Jeleń był w największej formie i mógł się nam niesamowicie przysłużyć. Nic z tego. Ostatnie dwa lata to tylko i wyłącznie sparingi, w czasie których Jeleń z kadry się "wykruszył". Nomen omen.

Ale podobnie też jest z Kuszczakiem. Tomasz Kuszczak był przez ostatnie pięć lat bramkarzem w wielkim klubie. Wprawdzie był tylko rezerwowym, ale w wielkim klubie. Od czasu do czasu wskakiwał do bramki i gdyby grał w jakichś powaznych spotkaniach, to mógłby się przydać. Artur Boruc po Euro zaczął nam zawalać bramki i wtedy byłą dobra okazja, żeby spróbować kogoś innego. Dać szanse Kuszczakowi. Niestety, nie dało się, chociażby przez to, że w trakcie przygotowań do Euro 2008 sztab kadry (z Leo Beenhakkerem) na Kuszczaka się obraził. Po niemiłym zajściu, już więcej bramkarz MU się w kadrze za czasów Leo nie pojawił.

Teraz Kuszczak jest na wylocie z klubu. Tylko znowu powraca problem: gdzie zagra? West Bromwich Albion czy Aston Villa są coraz dalsze od jego pozyskania, o ile kiedykolwiek były temu bliskie (prasa na Wyspach często wymysla medialne fakty). Dla wiecznego rezerwowego opcjami mogą być Championship albo Turcja, tylko czy sam zainteresowany będzie chciał tam grać? Biorąc pod uwagę, że obecnie mamy dwóch innych reprezentacyjnych bramakrzy w Premiership, a może dołączyć trzeci, oraz jednego w Holandii, to taki krok może się wydać błędem. Kuszczak ma ambicje zagrać w przyszłym roku na Euro, tylko że póki co, to w ogóle będzie dobrze, jeśli będzie grał.

Spójrzcie zresztą na baner mojego bloga: dwoje piłkarzy jacy tam występują, to właśnie Jeleń i Kuszczak. Oboje teraz znaleźli się na zakręcie. A to przecież w nich pokładałem wielkie nadzieje - i szkoda, że ich potencjału nie wykorzystano w odpowiednim momencie. Bo jeśli chodzi o planowanie przyszłości, to dwa lata są w stanie zweryfikować wszystkie dotychczasowe osiągnięcia.

20:19, wankuwer
Link Dodaj komentarz »

3,5 milionowy obecnie Urugwaj potrafi "wydalić" z siebie reprezentację,
która 15 razy wygrywa Copa America, ma w dorobku też 2 mistrzostwa świata i 2
wygrane piłkarskie turnieje olimpijskie oraz zajmuje 4 miejsce na mundialu w
RPA.

6,5 milionowy Paragwaj (może nie grając ładnieJ)
ale wchodzi do 8 najlepszych drużyn na świecie na mundialu, gdzie przegrywa
tylko 0-1 z późniejszym triumfatorem Hiszpanią naszpikowaną gwiazdami. A w
ostatnią niedzielę przegrywa w finale CA 2011

Czyli można ulepić reprezentację nie będąc krajem ludnym jak
Chiny i Indie tylko trzeba wiedzieć jak (taki portal jest wieszjak.pl;). Jak selekcjonować i prowadzić
reprezentację ale przede wszystkim jak szkolić piłkarzy.

Bardzo mnie wkurza, że idzie kasa w Polsce tylko na Orliki
(ok., też potrzebne) ale zapomina się o systematycznym i przemyślanym szkoleniu
i wychowywaniu młodych piłkarzy w Polsce...

To tylko część tekstu. Więcej przeczytasz na portalu FootballBlog.pl

12:11, wankuwer
Link Dodaj komentarz »