Z pierwszej piłki
czwartek, 25 lutego 2010

Jutro rusza wiosenna runda Ekstraklasy. Jest to dobra okazja do tego, by skomentować kilka spraw związanych z tą ligą. Nasza "pożal-się-Boże" liga znajduje się na 43. miejscu w rankingu IFFHS , dotyczącym lig piłkarskich. Wyprzedzają nas takie "potęgi" jak Słowacja, Estonia (w końcu to Levadia pokonała Wisłę, a nie odwrotnie), Angola, Gruzja, Wenezuela czy Arabia Saudyjska. Kraje, które na piłkarskiej mapie świata praktycznie nic nie znaczą, a ich kluby nie osiągnęły nic w rozgrywkach ponadnarodowych. Nie oczekuję cudów, ale znaleźć się przynajmniej w pierwszej dwudziestce, tak duży kraj jak Polska powinien.

Ale do tego potrzebe są pieniądze i to duże. Jednak duże pieniądze są pochodną jakichś osiągnięć w futbolowym świecie i... tutaj kółko się zamyka. Trzy największe, najlepsze i najbardziej dofinansowane kluby w Ekstraklasie - Wisła, Legia i Lech, od lat nie potrafią przejść rund kwalifikacyjnych Ligi Mistrzów czy Pucharu UEFA (obecnie zastąpionego Ligą Europejską). Brak pieniedzy oznacza brak srodków na transfery, a to uniemożliwia wzmocnienia. Z kolei brak dobrych zawodników pozyskanych z transferów, sprawia że nasi piłkarze nie mają się od kogo uczyć rzemiosła i grają tak jak grają. Tak już jest w futbolowym świecie, że jeden sukces generuje nastepny, a porażka powoduje następne.

Często można spotkać się z wątpliwościami, czy aby nasza liga nie jest za mała. Jak niektórzy wyliczyli, do sierpnia ligowcy rozegrają 13 spotkań o punkty. To niewiele, ale nie bardzo wiem co miałoby dać chociażby powiększenie "pożal-się-Boże-Ekstraklasy" o kolejne 2 lub 4 kluby, przeciętnie grające. Czy Wiśle zrobi różnicę to, że zagra o jeden mecz więcej z Widzewem czy innym KSZO Ostrowcem? Nie sądzę. Jeśli chce grać o najwyższe trofea, niech gra z dobrymi zespołami, a nie ze sredniakami. Sparing z czołowymi drużynami Europy może dać jej więcej niż dwa mecze więcej z małym klubem z Polski. Po prostu.

Chcę również wspomnieć o pewnym "egzotycznym" klubie Ekstraklasy, jakim jest Odra Wodzisław. Egzotyczny, bo od 13 lat utrzymuje się w najsilniejszej lidze głównie dzięki wypożyczeniom. Wychowanków może i paru ma, ale jej siłę stanowią albo wypozyczeni, albo transfery starych, sprawdzonych wyg, którym kończą się kontrakty z dotychczasowymi klubami. Ponieważ w tym roku Odra jest bliska spadku (ostatnie miejsce w tabeli), władze klubu poczyniły kilka znaczących transferów. Bramkarz Arkadiusz Onyszko (kilkukrotny reprezentant Polski i do niedawna gracz duńskiej I ligi), Mauro Cantoro (czołowy piłkarz Wisły Kraków przez ostatnie 10 lat), Robert Kolendowicz czy Jakub Grzegorzewski, oraz kilku innych piłkarzy ma być gwarantem dla Odry, że utrzyma się kolejny rok. Chociaż nie brakuje już kibiców, którzy nie chcieliby widzieć tego klubu po raz 14 w Ekstraklasie.

Przeciwnieństwem tego zespołu jest drużyna Jagielloni Białystok. "Jaga" rozpoczęła sezon z 10 punktami ujemnymi w związku z aferą korupcyjną. Jednak straty szybko odrobiła i obecnie znajduje się na 10. miejscu tabeli. Takich ambitnych zespołów nam w Ekstraklasie potrzeba.

A kto zostanie Mistrzem Polski? Najlepiej, gdy będzie to ktoś z wielkiej trójki: Wisła, Legia, Lech, czyli klubów które mimo porażek w ważnych rozgrywkach i tak są naszymi najlepszymi kandydatami na grę w europejskich pucharach.

środa, 24 lutego 2010

Na tydzień przed meczem z reprezentacją Bułgarii, dociera do nas wiadomość, że w spotkaniu nie zagra Ireneusz Jeleń, jeden z naszych najlepszych napastników i najskuteczniejszych strzelców, najlepszy snajper pierwszoligowego francuskiego Auxerre oraz najwyżej notowany (56) polski piłkarz w Castrol Rankingu. Wielka szkoda, bo Jeleń to obecnie filar naszej reprezentacji i podstawowy gracz, jaki powinien być brany pod uwagę, jeśli chodzi o Euro 2012. Co gorsza - jest to najlepszy napastnik jaki został na ten mecz powołany.

Tak więc, tydzień przed sparingiem, nasza reprezentacja wygląda blado. Z napastników grają tylko Ekstraklasowcy - Robert Lewandowski, Patryk Małecki i Dawid Nowak. Czy któryś z nich ma szansę strzelić gola reprezentacji Bułgarii, 30. w rankingu FIFA? Ciężko powiedzieć. Zwłaszcza, że skład Bułgarii będzie opierał się na piłkarzach grających w Premiership (Berbatow z MU, Stilian Petrow z Aston Villi i Martin Petrow z Manchesteru City), Eredivisie (Manolew z PSV oraz Michajłow z Twente) czy Serie A (Bożinow z AC Parma). Pozostali to piłkarze z lig tureckich, rosyjskich, ukraińskich czy niemieckiej 2. Bundesligi, uzupełnieni o 7 piłkarzy z ligi bułgarskiej (35 miejsce w rankingu IFFHS, o osiem oczek nad Polską).

Bułgaria mocarzem w futbolu może nie jest, ale na razie na razie statystyki przemawiają na jej korzyść. Nasi piłkarze grający w lepszych ligach, to głównie Obraniak i Dudka (z Ligue 1), Piszczek i Błaszczykowski (Bundesliga), Żewłakow z Alpha Etniki, ewentualnie jeszcze Majewski z Championship i Kowalczyk i Murawski z Premier-Ligi. Oczywiście mamy jeszcze solidnego bramkarza z Man Utd, ale jego zmiennikiem jest kiepski bramkarz z naszej ligi. Aż 12 piłkarzy gra w "pożal-się-Boże-Ekstraklasie", co nie rokuje pozytywnie przed spotkaniem.

Co powinien zrobić w tej sytuacji Smuda? Takie sytuacje, jak ta z Jeleniem mogą się zdarzać, więc trzeba mieć na oku kilku innych, którzy mogliby go zastąpić. W tej chwili najlepszym kandydatem wydaje się być Dawid Janczyk, nasz najdroższy piłkarz, który w tym sezonie zdobył już 10 goli w belgiojskiej pierwszej lidze. Czemu nie dostaje powołań? Nie mam pojęcia. Czasem odnosze wrażenie, że dla selekcjonera Smudy istnieją tylko dwie ligi: Ekstraklasa i Bundesliga, w których szuka on szczęścia. Kilka faktów może o tym świadczyć, jak np. pomijanie piłkarzy grających w lidze holenderskiej, angielskiej, francuskiej, włoskiej czy właśnie belgijskiej.

A czemu by nie powołać Ebiego Smolarka? W ciemno można postawić, ze zagrałby lepiej niż Dawid Nowak, z którego wielkiego talentu już Smuda nie zrobi. No ale jak tu pować Ebiego, skoro można z niego żartować, miałkimi sucharami w stylu "Kavala to ja mogę opowiedzieć" czy "ślepemu się może trafic" (to ostatnie, to o dwóch bramkach Ebiego w meczu z Panathinaikosem).

O Przyrowskim i Mierzejewskim już pisałem, został mi jeszcze Maciek Iwański. Jaki jest sens powoływania piłkarza, który mając 29 już lat, nie widział boiska i gry ponad Ekstraklasą? Mając tyle lat co on, wypadałoby grać w lepszej lidze, jeśli myśli się o grze w kadrze. No, ale jeśli drugoligowy 27-latek, Marcin Robak mógł zostać powołany by ogrywać Tajlandię i Singapur, to czemu ja się dziwię?

wtorek, 23 lutego 2010

Pisałem już o pozyskiwaniu piłkarzy dla naszej reprezentacji, spośród chłopaków urodzonych lub wychowywanych za granicą, którzy mogliby grać w naszej kadrze. Niemal pewne jest, że Eugen Polanski będzie nas reprezentował, co udało się załatwić Franciszkowi Smudzie. Niewykluczone, że zagra z nim Sebastian Boenish oraz najmłodszy z tego grona, Adam Matuszczyk, pomocnik FC Koeln.

Temat takich powołań jest w Polsce relatywnie świeży. Dotąd praktycznie niewiele takich sytuacji miało miejsce. Pomijając nadawanie obywatelstwa reprezentantom mającym niewiele wspólnego z Polską, takim jak Emanuel Olisadebe czy Roger Guerreiro, w reprezentacjach seniorskich takie sytuacje się prawie nie zdarzały. Za wyjątek mozna uznać przypadek Ebiego Smolarka, który przebywał od dziecka w Niemczech i Holandii i miał propozycję reprezentowania tego drugiego kraju. Na szczęście wybrał Polskę, głównie ze względu na swojego ojca, Włodzimierza, który nasz kraj kiedyś reprezentował. Kolejnym wyjątkiem jest Ludovic Obraniak, piłkarz z polskimi korzeniami, obecnie jeden z najlepszych piłkarzy w naszej kadrze. Co karygodne - wszystkie formalności musiał załatwiać sam, bez pomocy PZPNu. Całe dla nas szczęście, że nie poddał się tak jak np. Piotr Trochowski, który też chciał nas reprezentować, ale został podobnie olany przez PZPN.

Jednak podobnych do ww. przypadków jest niewiele. Być może niektórzy kibice pamiętają jeszcze historię Andy'ego Johnsona z 2004 roku. Ów angielski piłkarz, król strzelców II ligi angielskiej, młodziezowy reprezentant tego kraju złożył propozycję gry w polskiej reprezentacji - ze względu na polskie pochodzenie. Polaków ten pomysł zaskoczył, dlatego rozbudził podejrzenia, ze może to być gra, mająca na celu szybsze powołanie tego zawodnika do drużyny Anglii. Jednak menedżer piłkarza spotkał się już nawet z Pawłem Janasem i Michałem Listkiewiczem, ówczesnymi ważnymi postaciami polskiej piłki. Ustalali wówczas warunki gry w Polsce oraz potrzebe dokumenty jakie trzeba zebrać, by piłkarz grał dla Polski. Jesienią. Na wiosnę 2005 Johnson otrzymał powołanie na mecz Anglii z Holandią i... skorzystał z niego natychmiast.

Może niektórzy pamiętają też słynne słowa byłego selekcjonera, Pawła Janasa: "takich Szetelów to mamy w Polsce dwustu", po których piłkarz Danny Szetela, obecnie reprezentant USA zrezygnował z chcęci reprezentowania Polski. Mimo że chciał i słał nawet listy do PZPNu w tej sprawie. "Nie" Polsce powiedzieli również reprezentant Izraela, Ben Sahar, dawny piłkarz Chelsea, obecnie Espanyolu, Dennis Król, rocznik 1991, grający w Barcelonie, wybrał (a raczej został do tego zmuszony) reprezentację Niemiec, Timothee Kołodziejczak, rok 1991, lewy obrońca Olimpique Lyon (odrzucił propozycję gry dla Polski, stwierdzając że woli się skupić na grze dla Francji). Piłkarzy, który wybrali Niemcy nawet nie ma sensu wymieniać, bo te nazwiska wszyscy znamy.

Dlatego też nalezy szczególnie docenić tych, którzy Polskę już wybrali, chciaż wcale nie musieli. Sebastian Tyrała - rocznik 1988, piłkarz Borusii Dortmund, zadebiutował już w seniorskiej reprezentacji Polski. Alan Stulin (1990) pomocnik FC Kaiserslautern, reprezentant Polski U-19. Zeyn al Abidyn S-latef, 1990, syn Polki i Irakijczyka, grał w Helsinborgu i Sheffield United. Miał propozycję reprezentowania Szwecji (gdzie się urodził) i Iraku (skąd pochodzi jego ojcec), ale ostatecznie wybrał Polskę. To oczywiście nie wszyscy. O innych wspominał będę przy innej okazji.

Ci zawodnicy to faktycznie "dary od losu" dla naszej reprezentacji. Gdyby nie ludzie dobrej woli, tacy jak Maciej Chorążuk, szef skautingu PZPNu oraz siatka skautów, a także trenerzy tacy jak Michał Globisz (trener reprezentacji młodzieżowych "U" dla rocznika 1990), być może nigdy nie zostaliby dla nas zdobyci. Na PZPN cieniem kładą się takie sytuacje, jak ta gdy Jerzy Engel obiecał jednemu ze skautów, Jackowi Protasiewiczowi zwrot kosztów poniesionych za paliwo, potrzebne do objeżdżenia wszystkich meczów z udziałem młodych Polaków. Jednocześnie zapewnił, że więcej żadnych zwrotów... nie będzie. To już jest SKANDAL!

Niestety, piłka wciąż jest zależna od "pożal-się-Boże-działaczy"...

poniedziałek, 22 lutego 2010

Każdą przerwę miedzy rozgrywkami kluby chcą wykorzystać na wzmocnienie swojej drużyny. Oczywiście najłatwiejszym sposobem jest pozyskanie nowych, sprawdzonych zawodników. Na zachodzie transferowe hity często idą w parze z wielomilionowymi kwotami zakupu piłkarzy, często za pieniądze większe niż roczne budżety naszych klubów. To dotyczy nie tylko klubów z zachodu - chociażby Szachtar Donieck był zdolny wyłozyć 6 mln euro za 19-letniego, brazylijskiego pomocnika, Aleksa Teixeirę. Dla porówanania: podczas tegorocznej przerwy zimowej, wszystkie polskie kluby wydały na zakupy łącznie 6,5 mln złotych.

Dobre transfery zawsze przynoszą klubom korzyści, zaś dla naszych zespołów, mających ambicje grać w europejskich rozgrywkach są wręcz niezbędne. Na gwiazdy nas nie stać, więc trzeba sobie radzić skromniejszymi srodkami i, przede wszystkim, innymi piłkarzami. Sęk w tym, ze aby myslec o osiągnięciach nalezy się wspomóc piłkarzami z doświadczeniem, którzy wcale tani nie są. Oczywiście, można też zmienić system szkolenia w klubach, ale to proces długotrwały, a czas to również pieniądz.

Do naszych klubów często trafiają zawodnicy przeciętni. Dawniej głównie "łapano" Brazylijczyków (skrajnym przykładem jest tu szczecińska Pogoń z lat 2005-07, gdzie występowali niemal w 100% piłkarze z tego kraju!), obecnie jest to bardziej zróżnicowane. Niestety, zdecydowana większość z nich nie grała nigdy w klubach zachodnich, więc ich przydatność dla rozwoju drużyn jest niska. A przecież wystarczyłoby kilku weteranów z zachodnich klubów, by podnieść jakoś gry i pomóc naszym klubom zajść dalej w Lidze Mistrzów czy Lidze Europejskiej, co przecież pociąga za soba kolejne korzyści.

Jednak także i testy potencjalnych zawodników budzą liczne wątpliwości. Jak donosi Przegląd Sportowy , zawodnicy są testowani w ciągu zaledwie 48 godzin, podczas których odbywają treningi lub ewentualnie sparingi, które niewiele wnoszą jeśli chodzi o ocenę zawodnika, a bywają decydujące. Nie dziwmy się więc, że nasza "pożal-się-Boże-Ekstraklasa" znajduje się dopiero na 43. miejscu rankingu lig piłkarskich IFFHS, skoro lezy u nas zarówno szkolenie, skauting oraz testowanie transferów.

Przyjrzyjmy się bliżej, co zakupiły podczas tego okienka transferowego nasze kluby. Wisła Kraków wspomogła się senegalskim pomocnikiem, Issa Ba, do niedawna piłkarzem AJ Auxerre. Legia zakupiła Donga Fanzhuo, dawnego gracza Manchesteru United i Royal Antwerp, od roku grającego w chińskiej lidze. Z kolei Polonia pozyskała grającego w Primiera Division Andreua Guerao Mayorala, a Cracovia reprezentanta Mołdawii, Aleksandra Suworowa. Tyle z ciekawszych transferów.

Ponoć do Lecha ma trafić Michał Janota - jeden z lepszych, polskich zawodników młodszego pokolenia, który ma ambicję grać na Euro 2012. "Polski Messi" - bo tak się o nim mówi obecnie gra na wypożyczeniu w Excelsiorze Rotterdam, gdzie w 20 meczach strzelił 7 goli. Miejmy nadzieję, że nasz ten zawodnik wkrótce trafi do dorosłej reprezentacji.

niedziela, 21 lutego 2010

Cieszą wszystkie sukcesy naszych sportowców, zwłaszcza te osiągane na najważniejszych światowych zawodach.  Igrzyska w tym roku są dla nas szczególnie szczęśliwe, ponieważ jak na razie, trzecia część wszyskich zdobytych przez Polaków medali na igrzyskach zimowych została zdobyta własnie w tym roku, w Vancouwer! Dwukrotne srebro Małysza oraz srebrny i brązowy medal Justyny Kowalczyk, to najpiękniejsze prezenty jakie mogli oni dać polskim kibicom. To także jedne z najwazniejszych chwil w ich życiu i sportowej karierze.

Można żałować, że ostatni (i jedyny!) raz złoty medal został zdobyty aż 38 lat temu, ale tak naprawdę, nie ma to najmniejszego znaczenia. Każdy medal jest wielkim osiągnięciem. Pamiętajmy, ze Adam Małysz fantastycznie powrócił do formy, po kilku latach znacznego jej spadku. Natomiast Justyna Kowalczyk jest jedyną biegaczką z grona najlepszych, nie wykorzystującą mozliwości stymulowania zdolności swojego organizmu (płuc) przy użyciu leków na astmę, które są zabronione dla normalnych olimpijczyków.

Tak więc dziękujemy Wam, Drodzy Medaliści za sukcesy i gratulujemy tak wspaniałych osiągnięć i wyników!

sobota, 20 lutego 2010

Jednym z lepszych posunięć ostatnich lat w polskiej piłce nożnej było powołanie bezpośredniego zaplecza dla dorosłej Ekstraklasy - Młodej Ekstraklasy (MESA). Pomysł jest wzorowany na podobnych rozwiązaniach w Serie A, czyli jednej z najlepszych lig europejskich. Po raz pierwszy rozgrywki Młodej Ekstraklasy ruszyły w sezonie 2007/2008.

Entuzjastą tego pomysłu jestem z kilku powodów. Przede wszystkim, jako zapelcze Ekstraklasy, daje MESA szansę młodym piłkarzom na "ogranie się" ze sobą. Ci zawodnicy, którzy za jakiś czas będą stanowić o sile swoich dorosłych drużyn, mogą już zmierzyć się ze sobą i skonfrontować na boisku. W przeciwnieństwie do poprzednich sezonów, nareszcie grają z rywalami na w pełni profesjonalnym poziomie. Wczesniej musieli oni grać w III lub IV lidze, z klubami lub zawodnikami, z którymi w dorosłej karierze się raczej nie spotkają. Poza tym przeskok z niskiej ligi do Ekstraklasy jest olbrzymi. Z MESY już mniejszy. Pamiętajmy, że juniorom z Wisły czy Lecha więcej da możliwość zagrania ze sobą, niż ze słabymi czwartoligowcami.

W Młodej Ekstraklasie można też przetestować zawodników z innych klubów, podczas rozgrywek. Takie testy są o wiele bardziej miarodajne, niż zwyczajowe 48. godzinne testowanie zawodników podczas transferowych okienek zimą i latem, w przerwach rozgrywek. Pomaga to także w penetrowaniu niższych lig, czyli skautingu, który niestety jak na razie w Polsce leży.

Podstawowym celem MES-y jest szkolenie. Jest to najlepsze miejsce do nabrania doświadczenia dla graczy w wieku 16-21 lat. Regulamin zezwala także na grę w tych zespołach do trzech piłkarzy powyżej tego wieku. Dzięki temu do gry mogą się włączyć piłkarze powracający do siebie po kontuzji, dodatkowo dzieląc się swym doświadczeniem z młodszymi zawodnikami. Takie doskonalenie umiejętności piłkarskich daje piłkarzom o wiele więcej, niż poruszanie się po boisku z przeciętnymi graczami czwartej ligi.

Oczywiście są i mankamenty. Mimo tabeli, gra w Młodej Ekstraklasie to nie jest gra o punkty, gdzie piłkarze czują presję utrzymania się w lidze. Wszystko zależy bowiem od wyników drużyn seniorskich. Oprócz tego jest nikłe zainteresowanie rozgrywkami wśród kibiców. Mimo to, plusów jest więcej. Niech świadczą o tym "perełki" wyławiane w tych meczach, jak chociażby Jacek Kiełb (Korona Kielce), który zdążył już zadebiutować nie tylko w drużynie seniorskiej, ale i reprezentacji Polski.

I chociaż nie uważam "pożal-się-Boże-Ekstraklasy" za wybitną ligę (w końcu 43. miejsce w rankingu lig, za Gruzją, Angolą i oczywiście, Estonią o czymś świadczy), o tyle rozgrywki MESY i umożliwienie piłkarzom późniejszego debiutu w dorosłych drużynach, mogą być dobrą odskocznią do obiecującej piłkarskiej kariery.

piątek, 19 lutego 2010

Jedną z rzeczy, za którą najbardziej cenię selekcjonera Franciszka Smudę, jest chęć pozyskiwania dla naszej reprezentacji, piłkarzy o polskim pochodzeniu, ale od dziecka, bądź wręcz od urodzenia wychowywanych i, co najważniejsze, trenowanych za granicą. Jest to o tyle ważne, że polski system szkolenia piłkarzy leży i jest o co najmniej 20 lat do tyłu w stosunku do krajów zachodnich. Dzieje się tak, gdyz w Polsce nie kładzie się nacisku na rozwój piłkarza, na nowe metody treningowe i ćwiczenia. Konsekwencją tych zaniedbań są potem duże braki polskich piłkarzy w porównaniu z ich kolegami zza granicy (dlatego też wielu z tych naszych "gwiazd" pożal-się-Boże-Ekstraklasy, którzy wyjechali do zachodnich klubów mecze rozgrywa na naszej najsilniejszej pozycji - pozycji rezerwowego), także nudne i słabe spotkania w Ekstraklasie i innych ligach, 43. miejsce naszej najwyższej klasy rozgrywkowej w rankingu FIFA i wreszcie, dalekie miejsce naszej reprezentacji narodowej w innym oficjalnym rankingu.

Dlatego zawsze należy wykorzystywać możliwość pozyskania dla naszej reprezentacji piłkarzy, którzy wyszkoleni byli w lepszym systemie, lepszymi środkami i metodami. Od nich w dużej mierze zależeć będzie siła polskiej kadry. W najbliższym czasie, "Franz" ma się spotkać z Eugenem Polanskim - 24-letnim pomocnikiem FSV Mainz. Panowie mają ustalać szczegóły i zasady gry Eugena w polskich barwach. Eugen raz już Polsce odmówił, w 2006, gdy przymierzano go do gry w reprezentacji Niemiec. Na szczęście dla nas, w tej seniorskiej nie zagrał ani jednego meczu, pozostając reprezentantem Niemiec w kategorii U-21. W związku z tym, cały czas ma możliwość gry dla Polski (zgodnie z przepisami FIFA). Smutne tylko jest to, że aby móc podjąć decyzję o grze dla nas, musiał stracić nadzieje na reprezentowanie naszych zachodnich sąsiadów.

Wielu zdolnych piłkarzy bowiem, którzy mają polskie pochodzenie wybrało Niemcy. W dużej mierze z winy samych Polaków - Lukasa Podolskiego czy Piotra Trochowskiego PZPN dosłownie olał. Michael Delura odmówił już kiedyś, podobnie jak Polanski. Mówi się też o takich piłkarzach jak Tim Borowski czy Miroslav Klose, ale oni NIGDY nie byli brani pod uwagę jesli chodzi o naszą reprezentację. Klose grał już na Mundialu 2002 i wtedy mało kto w ogóle wiedział że ma on jakiekolwiek polskie korzenie.

Wydawałoby się, że po takich doświadczeniach i utracie tylu zdolnych piłkarzy, ktoś wreszcie pójdzie po rozum do głowy i nie pozwoli już więcej tracić młodych, perspektywicznych graczy. Jednak, jak to w Polsce (a tym bardziej w związku skopanej) bywa, nadal tak się dzieje. Wydawałoby się że tak "zamozna" instytucja jak PZPN, której prezes inkasuje miesięcznie 50k, ma odpowiednie fundusze na prowadzenie skautingu, i godne opłacanie ludzi, którzy poświęcają swój czas i pieniądze na wykonywanie dobrej roboty i pomoc dla reprezentacji z Orzełkiem na piersi. Tymczasem nic z tych rzeczy. Ludzie, którzy dla polskiej piłki robią więcej, niż prezes Grzegorz Lato przez dwa lata swojej prezesury, pracują... za darmo. Niemcy, gdzie jak podają szacunki, gra ok. 200 piłkarzy, mogacych mieć polskie pochodzenie, są monitorowane przez zaledwie trzech skautów. Co więcej - mają oni problemy, nie tylko z otrzymaniem wynagrodzenia, a... zwrotów kosztów za benzynę i telefon, potrzebne do "obskoczenia" i obejrzenia w akcji wszystkich piłkarzy! To już jest SKANDAL!

Pełni tego nędznego widoku dopełnia fakt, że nawet ci, którzy zadeklarowali chęć gry dla naszej reprezentacji mają z tym problem. Lukas Jutkiewicz, obecnie piłkarz Evertonu, w 2007 roku wyraził ochotę na grę w naszej kadrze. Jednak do tej pory nie ma widoków na jego grę u nas. Podobnie jest z dwoma francuskimi piłkarzami - Damienem Perquisem i Laurentem Koscielnym. Jak można tak długo zwlekać z tak ważnymi decyzjami?! Czemu zrobiono wyjątek dla uzyskania obywatelstwa przez Rogera, a mający większe związki z Polską piłkarze, stoją od tak dawna w kolejce? Gdyby nie upór Obraniaka, który zrobił wszystko by dla nas grać, pewnie też nie grałby w kadrze. Dużo dobrej roboty na tym polu wykonuje Maciej Chorążyk, szef skautingu PZPN, który sam musiał zaproponować powstanie takiej sekcji związkowi skopanej. Onegdaj przygotował on listę piłkarzy mogacych nas reprezentować i przekazał ją ówczesnemu selekcjonerowi, Leo Beenhakkerowi. "Pieprzony Holender" jednak listę zlekceważył, przez co znacznie spadły szanse pozyskania dla nas chociażby Roberta Acquafreski.

Tutaj popełniono wiele błędów i stracono wielu piłkarzy. Na szczęście, być może dzięki własnie takim ludziom jak Smuda czy Chorążyk uda się nam odzyskać choć kilku z tych graczy, którzy znacznie podniosą jakość gry naszej drużyny. Trzymamy kciuki!

PS: temat jest dość obszerny, więc jeszcze go nie wyczerpałem. Wrócę jednak do niego w niedalekiej przyszlości.

czwartek, 18 lutego 2010

Nie popisał nam się Łukasz Fabiański w meczu Arsenalu, w Lidze Mistrzów. Dwa wpuszczone gole w spotkaniu z Porto znacznie utrudniły drużynie z Londynu awans w tych rozgrywkach. Co prawda Arsenal grał przeciętnie (niewiele oglądalismy strzałów w światło bramki), jednak bramek strzelonych przez FC Porto dało się uniknąć. Absurdalny gol z drugiej połowy to największa wpadka polskiego golkipera. "Fabian" zachował się dokładnie tak jak nie powinien, biorąc w ręce piłkę podaną przez kolegę z drużyny, Campbella. Oczywiście, miał poza tym kilka dobrych interwencji, co pokazuje jak niewdzięczną pracą jest zawód bramkarza. Co prawda trener Arsen Wenger nie skreśla (a przynajmniej tak mówi) Łukasza, lecz dobra postawa naszego gracza, mogłaby być lepszą kartą przetargową w dostaniu się do podstawowej jedenastki klubu.

Obejrzyj skrót meczu "Kanonierów":

Dla nas, Polaków, jest to o tyle ważne, że Łukasz jest jednym z naszych najlepszych bramkarzy, których chcielibyśmy widzieć między słupkami reprezentacyjnej bramki. Jednak do tego by  grać w reprezentacji potrzeba regularnie grać w klubach. To jest jednak bolączką polskich bramkarzy, bo choć są i zdolni, i grają w dobrych, mocnych drużynach, wciąż nie mogą się przebić do ich podstawowych składów.

Nie tak dawno temu, stab selekcjonera Franciszka Smudy przekazał informację, ze w meczach Euro 2012 brani pod uwagę będą czterej bramkarze: Tomek Kuszczak, Łukasz Fabiański, Artur Boruc i Wojtek Szczęsny. Dziwnym jest fakt, ze tę informację podaje się na ponad dwa lata przed rozgrywkami. Do tego czasu wiele się moze zmienić, albo... nie zmienić. To znaczy, Fabian i Kuszczak nadal mogą pozostać rezerwowymi. Boruc obecnie stracił fenomenalną formę, jaką uraczył nas w meczach Mundialu 2006, eliminacji i Euro 2008. Natomiast syn Macieja Szczęsnego gra na wypożyczeniu w trzeciej klasie rozgrywkowej Anglii. Ale jeśli Smuda i jego ludzie są takimi hurraoptymistami i liczą, że do mistrzostw wszystko potoczy się po ich myśli, to mogę im tylko zyczyć by się nie zawiedli. Zbytnie chciejstwo często kończy się zimnym prysznicem.

Co ciekawe, na najbliższy mecz kadry z Bułgarią, powołany został tylko jeden z tej czwórki. Drugiem bramkarzem będzie nasz ekstraklasowy zawodnik Polonii Warszawa, Sebastian Przyrowski. Nie ma sensu pytać o sens tego powołania, bo z góry wiadomo ze ono nie ma sensu. Skoro nie jest brany pod uwagę, to czym ma być jego gra w reprezentacji? Ma być promykiem nadziei dla tego gracza? Być może chodzi o to, ze mecz z Bułgarami rozgrywany będzie na stadionie Polonii, który bodajże ma być wówczas w fatalnym stanie. Skoro tak, to bramkarz z tego klubu będzie czuł się na boisku jak ryba w wodzie, podczas gdy Bułgarzy moga mieć problem z poruszaniem się po boisku. Jeśli tak to przepraszam i gratuluję sprytu. dodam tylko, ze po meczu z Rumunią, w listopadzie '09 selekcjoner obiecał, że na złej murawie już nie zagramy. Widac obietnice w piłce są równie trwale jak obietnice polityków.

Ponieważ jednak krytyka powinna być konstruktywna, polecę sztabowi kilka nazwisk bramkarzy do sprawdzenia. Może trener bramkarzy naszej kadry, Jacek Zieliński zauważy w nich większy potencjał niż w Przyrowskim czy (o Matko!) Pawełku. Pierwszym z nich jest Przemek Tytoń, rocznik 1987, bramkarz grającej w Eredivisie, Rody Kerkrade. Niedawno, po kontuzji wrócił do składu zespołu. Zalety: młody, gra w pierwszym składzie drużyny z pierwszej ligi holenderskiej. Grał w reprezentacjach młodziezowych Polski.

Kolejnym niech będzie Michał Miśkiewicz. Rocznik 1989, piłkarz Kmity Zabierzów, dostrzeżony przez skautów z AC Milanu i zakupiony przez ten klub. Obecnie wypozyczony do innej drużyny Serie A, Chievo Werony. O ile wiem obecnie gra mało, ale i tak jest bardziej perspektywiczny od gnijących w Ekstraklasie golkiperów.

Następny: Artur Krysiak. Rok 1989, bramkarz Birmingham, wypożyczony do Burton Albion (League Two, czwarta klasa rozgrywek w Anglii). Może nie gra w silnej lidze, ale jest na dobrej drodze do podniesienia doświadczenia i możliwości. Jest bramkarzem polskich reprezentacji młodzieżowych.

Tak więc jesli chodzi o bramkarzy to mamy wybór o wiele większy niż deklarowana czwórka. Tylko czy ktoś się nimi zainteresuje?

środa, 17 lutego 2010

Jak donosi Przegląd Sportowy, niedługo poznamy kolejnego rywala Biało-Czerwonych w tegorocznych sparingach pierwszej reprezentacji. Po Bułgarii, Finlandii, Serbii i Hiszpanii, nasi piłkarze mają zmierzyć się z jedną z drużyn pierwszej dziesiątki rankingu FIFA, najprawdopodobniej z zespołem Francji lub Holandii. Mecz ma jednoczesnie uświetniać dwa wydarzenia, mianowicie 90-lecie PZPNu oraz oddanie do uzytku zmodernizowanego stadionu w Poznaniu.

Dwa lata dzielące nas od finałów Mistrzostw Europy mają zostać przeznaczone na wyselekcjonowanie, ze szczególną starannością, piłkarzy mogacych udźwignąć ciężar gry na Euro. Plany są ambitne, ponieważ chcemy w tych mistrzostwach zajść jak najdalej. "Franz" przedstawiał swój plan na selekcję: w 2010 roku gramy by wybrać i przetestować zawodników, natomiast rok 2011 jest przeznaczony na starcia z największymi i najmocniejszymi przeciwnikami.

Jednak wygląda na to, że wiele z tych fajerwerków zostanie wystrzelanych już w tym roku. PZPN zadeklarował przeznaczenie 5 milionów złotych na rozegranie w tym roku meczów towarzyskich. Jeśli w tym roku, który rzekomo miał być przeznaczony na budowę weźmiemy "na warsztat" rywali z najwyższej półki, to kto nam pozostanie w przyszłym roku? W kadrze Smudy (i słusznie!) gra wielu młodych zawodników, jednak przeciwko wymagającym rywalom brakuje może im brakować doświadczenia. Czy nie lepiej byłoby ten rok przeznaczyć na grę przeciw rywalom przyzwoitym, ale nie "killerom", po to chociażby by mogli nabrać wprawy koniecznej do pokonywania trudnych przeciwników? Wielu zawodników kadry "Franza" gra na co dzień (a raczej przez kilka miesięcy w roku) w "pożal-się-Boże-Ekstraklasie", więc tym trudniejsze jest dla nich zadanie zwyciężenia Mistrzów Europy czy wicemistrzów Świata.

Moje wątpliwości budzi również sama selekcja zawodników. Na mecz z Bułgarią, oprócz Tomka Kuszczaka, powołanie otrzymał inny bramkarz... Sebastian Przyrowski. Żeby było smieszniej, sztab Smudy dwa tygodnie temu ogłosił, ze na Euro pojedzie trzech bramkarzy wybranych z czwórki: Kuszczak, Boruc, Fabiański, Szczęsny. Po co więc wybiera trener takiego bramkarza, o którym sam wie, że na Euro się nie załapie? O samej kadrze bramkarzy napiszę przy innej okazji.

Szkoda, ze przeciw Bułgarii nie zagra ani Dawid Janczyk (obecnie jeden z naszych najskuteczniejszych napastników, strzelec 10 goli w lidze belgijskiej), ani Kamil Grosicki. Jak dotąd żaden z tych zawodników nie miał okazji wystapić w kadrze Smudy. Miejmy nadzieję jednak, ze w końcu selekcjoner z nich skorzysta. Skoro zdecydował się wziąc na obrońcę Łukasza Mierzejewskiego, mało perspektywicznego, 27-letniego piłkarza Cracovii, to tym bardziej młodzi i zdolni powinni mieć szansę gry. A zamiast Mierzejewskiego lepszy byłby inny piłkarz z tej samej drużyny, Piotr Polczak, cztery lata młodszy i jak na razie bardziej obiecujący (łatwiej może zmienić chociażby ligę rozgrywkową, na zachodnią).

Do wpisu dodaję listę powołanych przez selekcjonera piłkarzy:

KADRA REPREZENTACJI POLSKI NA MECZ Z BUŁGARIĄ:


Bramkarze: Tomasz Kuszczak (Manchester United), Sebastian Przyrowski (Polonia Warszawa)


Obrońcy:
Dariusz Dudka (AJ Auxerre), Kamil Glik (Piast Gliwice), Tomasz Jodłowiec, (Polonia Warszawa), Marcin Kowalczyk (Dinamo Moskwa), Łukasz Mierzejewski (Cracovia Kraków), Maciej Sadlok (Ruch Chorzów), Michał Żewłakow (Olympiakos Pireus)


Pomocnicy: Tomasz Bandrowski (Lech Poznań), Jakub Błaszczykowski (Borussia Dortmund), Maciej Iwański (Legia Warszawa), Radosław Majewski (Nottingham Forest), Rafał Murawski (Rubin Kazań), Ludovic Obraniak (OSC Lille), Sławomir Peszko (Lech Poznań), Łukasz Piszczek (Hertha Berlin), Maciej Rybus (Legia Warszawa)


Napastnicy: Ireneusz Jeleń (AJ Auxerre), Robert Lewandowski (Lech Poznań), Patryk Małecki (Wisła Kraków), Dawid Nowak (GKS Bełchatów).

wtorek, 16 lutego 2010

Bardzo mi miło przywitać Wszystkich Państwa na moim nowym, skromnym blogu sportowym. Dziś mamy 16 dzień lutego 2010, wielkimi krokami zbliża się dzień organizacji przez Polskę i Ukrainę Mistrzostw Europy 2012 w piłce nożnej. Według kalendarza zamieszonego na odświeżonej stronie PZPNu dzieli nas od tego wydarzenia zaledwie 842 dni. Dobry czas, by móc na bieżąco komentować wydarzenia związane z reprezentacją Polski, polskimi piłkarzami grającymi w zagranicznych klubach, ale nie tylko.

Przyznam szczerze, że pomysł pisania bloga o takiej tematyce przewijał się w mej głowie już od jakiegoś czasu i żałuję, że wczesniej nie przeszedłem do czynów. Straciłem bowiem okazję skomentowania kilku ważnych wydarzeń związanych z naszą piłką, m.in. koniec Leo Beenhakkera w polskiej reprezentacji, selekcjonerstwo Stefana Majewskiego, mecze reprezentacji pod wodzą Franciszka Smudy, Puchar Króla Tajlandii oraz losowanie grup eliminacyjnych do Euro 2012. Mam nadzieję jednak, ze choć to wszystko już przeszłość, uda mi się od czasu do czasu odnieść do tych wydarzeń.

Na razie jednak zapraszam do wspólnego kibicowania i komentowania ważnych wydarzeń piłkarskich (obecnie również innych sportowych, przecież trwają zimowe IO w Vancuver).

Pozdrawiam wszystkich Kibiców.

1 ... 46 , 47 , 48