Z pierwszej piłki
piątek, 02 września 2011

W dzisiejszym remisowym (1:1) meczu reprezentacji Polski z Meksykiem najlepsze było to, że już się skończył. Nie ogląda się przecież z przyjemnością spotkania, w którym najwięcej dzieje się w 70. minucie, tylko za sprawą przepychanek i czerwonej kartki dla Obraniaka. Na ogół mówi się, że rywal narzucił szybkie tempo - dzisiaj było tak, że Meksykanie tempo narzucili, ale żółwie. Gdyby zdecydowali się na grę na stojąco, nasi piłkarze pewnie szybko przyjęłiby tak podyktowane warunki.

Dodatkowo nudę potęgował duet komentatorsko-ekspercki. Tomasz Jasina próbował chyba uśpić wszystkie dzieci, które nie połozyły się spać po dobranocce, a Bartosz Bosacki mógłby pretendowac do zastąpienia Arnolda Schwarzeneggera w Terminatorze - przez cały mecz dużo nie mówił, a jak mówił to kilka oczywistych zdań. Naprawdę, gdyby ktoś puścił ten mecz z napisami to byłoby tak samo ospale.

Mecz układał się tak, że trudno kogoś szczególnie wyróżnić albo skrytykować. Marcin Wasilewski pokazał się na pewno z dobrej strony i jest godnym zastępcą Łukasza Piszczka. W zasadzie to nie musi być zastępcą, bo zaprezentował się na tyle dobrze, zwłąszcza w ofensywie, że mozna stwierdzić, iż na prawą obronę mamy dwóch równorzędnych piłkarzy.

Przemysław Tytoń to obowiązkowo jeden z naszych najlepszych bramkarzy. Na ogół po takich występach dziennikarze piszą, że "obronił co miał obronić", ale jednak parę świetnych interwencji zanotował. Jeżeli tylko przebije się do pierwszego składu w PSV, to szybko będzie mógł się przenieśc do Premiership. Oprócz Wojtka Szczęsnego, na dzień dzisiejszy lepszych bramkarzy nie mamy.

Pewnie miałbym więcej krytycznych uwag, gdyby tylko przeciwnikowi chciało się przycisnąć Polaków i zagrać z nimi w futbol, a nie w chodzonego. No, ale byle do wtorku, kiedy to zagramy z Niemcami. W Gdańsku to dopiero będzie zabawa.

22:56, wankuwer
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 sierpnia 2011

To już kolejny trener w Ekstraklasie, który stracił w tym sezonie pracę. Pierwszy był Michał Probierz (jeszcze przed ligą), drugi Andrzej Pyrdoł, a teraz przyszła pora na Pawła Janasa. Jego bilans w tym klubie to cztery porażki i jedna wygrana w pięciu meczach, co jest jednym z najgorszych wyników w lidze. Byłego selekcjonera można więc spokojnie odstawić do lamusa, pokazując mu miejsce obok Henryka Kasperczaka.

Janas dał dowód, że słabe wyniki z Polonią Warszawa nie były przypadkiem. GKS w tym sezonie nic nie grał. Zupełnie nic. Wyszedł mu wprawdzie jeden mecz - z żenująco słabym beniaminkiem, Podbeskidziem, ale w pozostałych spotkaniach to Bełchatów był chłopcem do bicia. Janas znany z tego, że "nigdy się nie wpierdala" i rzadko mu się coś chce, chyba całkiem zaraził swoim nihilizmem górniczą drużynę. Na takiego trenera jakaś drużyna w lidze pewnie się jeszcze skusi, ale to chyba najlepszy moment, by wycofać się z trenerki i powiedzieć "stop".

Wprawdzie jeszcze rok temu, druzyna prowadzona przez Pawła Janasa, Widzew Łódź, osiągnęła sukces, jakim był awans do Ekstraklasy, to jednak był to jego jedyny sukces w ciągu ostatnich pięciu lat. Na dobrą sprawę, w piłce klubowej, był to jedyny sukces od lat piętnastu. W tym czasie wprawdzie w znakomitym stylu doprowadził polską kadrę do Mundialu 2006, jednak rozgrywki międzynarodowe to już inna bajka. Janas jechał głównie na wprowadzeniu Legii do Ligi Mistrzów w 1995 roku, od tego czasu zbytnio się nie wysilając. Niestety, metody szkoleniowe okazały się na dzisiejszy futbol niewystarczające i przez to nie udało się z żadną drużyną przynajmniej zająć miejsca na podium.

Teraz pytanie, kto przyjdzie na miejsce Janasa? Z wolnych trenerów z doświadczeniem ekstraklasowym, mamy na razie tylko Henryka Kasperczaka, Rafała Ulatowskiego, Ryszarda Tarasiewicza i Michała Probierza. Kasperczak - w Bełchatowie? To była kontynuacja misji "Janas". Ulatowski? Trenował ten klub jeszcze półtora roku temu i odszedł bez żalu - przede wszystkim, nie podobało mu się to, że z klubu odejdzie paru ważnych zawodników. Teraz w Bełchtowie nie ma znowu kilku nazwisk. Może Tarasiewicz? Mógłby być dobry, gdyby nie to, że w jego Śląsku nie trzeba było zmieniać piłkarzy - wystarczyło zmienić trenera, żeby zaczął lepiej grać. To może Probierz? Moim zdaniem, do roli szkoleniowca tej drużyny, pasowałby idealnie. Młody, ambitny, z osiągnięciami i mógłby szybko zmazać plamę, jaką dał z Irtyszem.

16:52, wankuwer
Link Dodaj komentarz »

Ireneusz Jeleń wreszcie znalazł klub. Po trzymiesięcznej przerwie, na świetnego niegdyś napastnika skusił się - co jest ogromną niespodzianką - OSC Lille. Drużyna mistrza Francji zdecydowała się pozyskać Jelenia, gdy tak jak on, znalazła się "na lodzie". Latem z klubu odszedł Pierre-Alain Frau, a szykowany na jego miejsce Park Chu-Young ze spadkowicza Ligue 1, AS Monaco, przeniósł się do Arsenalu.

Transfer polskiego snajpera do drużyny mistrza Francji jest czymś, co przeczy prawom futbolowej logiki. Przeczy pozytywnie, ale jednak jest to w jakiś sposób absurdalne. Rok temu, Irek, po zanotowaniu najlepszego sezonu w swojej karierze, mógł przejść do ówczesnej mistrzowskiej drużyny - Girondins Bordeaux, zainteresowanie wykazywały też RC Lens i Olympique Marsylia. Wówczas nic z tego nie wyszło. Jeleń pozostał w Auxerre i przyszedł chyba najbardziej katastrofalny sezon w jego karierze - zdobył zaledwie pięc bramek, a dużą częśc sezonu pochłonęły kontuzje.

Teraz, o dziwo, po tak słabym roku, były piłkarz Wisły Płock, trafia do najlepszego klubu w swojej karierze. Będzie miał szansę zagrać i w Ligue 1, i w Lidze Mistrzów. Futbol jest naprawdę nieprzewidywalny i to nie tylko na boisku. Mimo wszystko, Jeleń w swoim klubie będzie musiał jednak popracować. bo za darmo niczego nie dostanie - konkurowanie z Moussą Sowem, który w zeszłym sezonie strzelił aż 25 goli, będzie bardzo trudne.

Niemniej jednak, Irek dostał dar od losu. Niech postara się tego nie spieprzyć - na rok przed Euro brakuje nam dobrych napastników, a każdy z takich, grających w dobrym klubie, jest na wagę złota.

12:33, wankuwer
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Faworyci w odwrocie. Swoje mecze przegrali solidarnie piłkarze Lecha Poznań, Wisły Kraków, Śląska Wrocław i Jagiellonii Białystok, co więcej, grając ze znacznie niżej notowanymi rywalami. Jedynie Legia nie zawidoła, ale ona miała zadanie ułatwione - grała z ŁKSem, więc 3 punkty mogłĸa sobie dopisać już przed meczem.

Tak... Lech przegrał 1:2 z Górnikiem Zabrze, zaś jego gra w niczym nie przypominała tego, co ten klub prezentował w poprzednich spotkaniach. Lech grał zwyczajny piach, przez co pierwsza w tym sezonie porażka wydaje się zasłużona. Mimo to, dzięki wynikom jakie ułożyły się w tej kolejce, Kolejorz nadal pozostaje liderem, choć wyprzedzić go mogły Śląsk i Jaga. Szkoda, bo przy wygranej, dałoby się im znacznie odskoczyć w tabeli. Zacięła się jednak łotewsko-rosyjska maszynka do strzelania goli - Artjom Rudniew i punktów nie ma. Za tydzień Lecha czeka ciężka przeprawa u siebie z Wisłą i dopiero wtedy może zmienić się lider tabeli - po raz pierwszy w tym sezonie. Górnik dzięki bramkom Kwieka i Banasia zdobył trzy punkty i aktualnie zajmuje ósme miejsce w tabeli z ośmioma oczkami.

W czasie gdy Górnik przerywał Lechowi passę spotkań bez porażki, w Lubinie Cracovia robiła wszystko, żeby nie przerwać Zagłębiu serii meczów bez wygranej. Udało się i wywiozła z miedziowej areny jeden punkt, remisując 1:1, po golach Dominykasa Galkevyciusa i Saidiego Ntibazonkizy. Mimo to, podopieczni Jurija Szatałowa nadal zajmują przedostatnie miejsce w tabeli. Remisowy wynik bardziej powinien martwić lubinian, którzy nie dość, że nie potrafią wygrać nawet u siebie, to jeszcze gola zdobywa im ktoś taki jak Galkevycius - facet, który w zeszłym sezonie zagrał tylko jeden mecz w Ekstraklasie, a w tym sezonie zagrał raz w młodej, a raz w dorosłej Ekstraklasie. Letnie transfery najwidoczniej temu klubowi nie pomogły.

Pełen kontrowersji był sobotni mecz Podbeskidzia Bielsko-Biała z Koroną Kielce. Bielszczanie przegrali 2:3, a do arbitra moga mieć pretensje o niesłusznie podyktowany rzut karny z 45 minuty, w którym sędzia dopatrzył się faulu... którego nie było. W wyniku tej pomyłki Korona już przed przerwą prowadziła 2:0, a późniejsza pogoń Podbeskidzia niewiele dała. Drugą kontrowersją jest nieuznany gol Adriana Sikory dla Bielszczan, choć jak pokazują powtórki, sędzia słusznie nie uznał gola - na chwilę przed strzeleniem bramki, piłka wyszła już poza końcową linię. Szkoda, bo akcja Sikory była prawdziwym majstersztykiem. Na uwagę zasługuje jednak świetna seria Korony - jako jeden z dwóch klubów, dotąd nie przegrała żadnego spotkania.

W sercu Dawida Nowaka są dwa kluby - GKS Bełchatów, który kocha i Polonia Warszawa - której nienawidzi. Wszystko zaczęło się przed rokiem, gdy Nowak był tuż-tuż od podpisania kontraktu z Czarnymi Koszulami, lecz w ostatniej chwili się wycofał, a sprawa skończyła słownymi przepychankami z Józefem Wojciechowskim. Od tej pory, grając przeciwko Polonii, Nowak strzela gole i tak było również tym razem. Jego bramka w przegranym przez Bełchatów 1:2 spotkaniu z Polonią otworzyła wynik spotkania i dała prowadzenie GKSowi. Na ziemię sprowadzili ich jednak piłkarze z Konwiktorskiej ,w tym niezawodny Bruno, który już cztery minuty później doprowadził do wyrównania. Bramkę na wagę trzech punktów strzelił Łukasz Teodorczyk i - o ile się nie mylę - jest to jego pierwsze trafienie w Ekstraklasie.

Największym rozczarowaniem kolejki był z pewnością mecz Wisły Kraków z Lechią Gdańsk. Wisła grając u siebie nie potrafiła wygrać spotkania, mało tego - przegrała i to po golu Piotra Wisniewskiego. To już jest dramat. O ile przegraną z APOELem można bez zbędnych kompleksów wytłumaczyć tym, że Cypryjczycy byli w tym starciu znacznie lepsi, o tyle Lechia Gdańsk to jedna z najsłabszych drużyn w lidze, która do tej pory nie potrafiłą nawet wygrać u siebie z ŁKSem. Jeżeli klub aspirujący do walki do walki o mistrzostwo Polski i chcący coś ugrać w Lidze Europy nie daje rady takiemu słabeuszowi to zdecydowanie coś jest nie tak. Robert Maaskant pracuje w Wiśle już od roku i przez ten czas nie zdołał nawet wypracować z tą drużyną stylu. Podobno Wisła ma dwie jedenastki, z czego ta druga może zapewnić walkę o środek tabeli. Jeśli trener Maaskant chce uratować dla Wisły ten sezon, to niech wystawia drugą jedenastkę, bo z tą pierwszą to może powalczyć chyba tylko o utrzymanie.

Przesilenie Śląska Wrocław kończy się tak, że przegrywa on u siebie z jakąś słabą drużyną. Wiosną przegrał z Koroną, teraz z Widzewem. Podopieczni Radosława Mroczkowskiego zdołali ośmieszyć defensywę wicemistrza Polski tak skutecznie, że zdobyli dwa gole już przed przerwą i Śląsk - któremu podobnie jak Wiśle, siedzi jeszcze w głowie pucharowa porażka - zdołał odpowiedzieć zaledwie jednym trafieniem, Sebastiana Mili. Dzięki tej wygranej, Widzew doskoczył do najbliższych i obecnie zajmuje szóste miejsce, lecz od lidera tabeli dzieli go zaledwie jeden punkt. Całkiem nieźle, jak an drużynę z takimi problemami. Błysnął oczywiście Dżalamidze, który ma to do siebie, że czasem rozegra kilka słabszych spotkań po to, żeby w następnym olsnić wszystkich swoim geniuszem.

Pierwszą porażkę zanotowała także Jagiellonia Białystok, grająca na wyjeździe z Ruchem w Chorzowie. Gola dającego Ruchowi zwycięstwo strzelił Paweł Abbott, który zdobył już swoją trzecią w karierze bramkę w Ekstraklasie - a nie licząc dwóch karnych, pierwszą. opłacało się więc Ruchowi go ściągnąć zimą z niższych lig angielskich do Chorzowa, nawet biorąc poprawkę na to, że wiosną nie strzelił żadnej bramki. Jak na razie bowiem, "maczał palce" w każdym meczu Ruchu, w którym zdobył on choćby punkt - dzięki niemu Ruch wygrał z Jagą i z Bełchatowem, oraz zremisował z Korona. Z siedmiu punktów uciułanych przez Ruch, ma on udział w każdym z nich. To podobna sprawa jak z Tomaszem Frankowskim, tyle że tym razem "Franek" się zaciął i żadnej bramki Niebieskim nie strzelił, choć miał ku temu okazję - karnego w siódmej minucie. 

Choć faworyci zgodnie przegrali swoje mecze, Legia Warszawa nie miała prawa popełnić tego błędu. Grała ze słabym ŁKSem, a faworyt, nawet na wyjeździe musi z tak nisko notowanym zespołem wygrywać. Przez chwilę mieliśmy konsternację, po tym, gdy Sebastian Szałachowski wyrównał na 1:1, dzięki czemu Łódzki Klub Sportowy zdobył swoją pierwszą bramkę w tym sezonie. Na niewiele się to zdało, bo przy trafieniach Vrdoljaka (z karnego), Gola i Ljuboji piłkarze z Łodzi byli bez szans. O ile los ŁKSu wydaje się być tragiczny, o tyle można się zastanawiać, ile punktów na koncie miałaby Legia, gdyby w pierwszej kolejce odbył się mecz z Zagłębiem. W ten chwili Legia wprawdzie zajmuje dopiero 4. miejsce, ale ma o jeden mecz mniej.

22:44, wankuwer
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 sierpnia 2011

Robert Maaskant stwierdził w dzisiejszym wywiadzie z Dziennikiem Polskim, że Wisła ma na Ligę Europy plan maksimum - dojśc do finału. Cypryjskie słońce zaszkodziło widocznie nie tylko piłkarzom, którzy nie potrafili nawiązać walki z APOELem, ale także trenerowi. Do finału LE Wiślacy moga nie tyle dojść, co dojechać rowerem i to tylko jako ewentualni widzowie.

Wisła zagra w fazie grupowej z Twente Enschede, Fulhamem Londyn i Odense BK. Niezbyt ciekawa grupa. Można liczyć wprawdzie na casus Lecha Poznań z minionego sezonu, ale to nadzieje płonne, bowiem specyfika Ligi Europy polega na tym, że to rozgrywki średniaków w walce o jedyne możliwe trofeum. To są rozgrywki dla klubów hiszpańskich, które wiedzą, że w lidze nie są w stanie wyprzedzić Barcelony czy Realu, więc w LM nie pograją i muszą się skupić na Lidze Europy. To są rozgrywki dla klubów angielskich, które wiedzą, że pierwsza czwórka Premiership jest raczej zarezerwowana dla Manchesteru United, Chelsea, Arsenalu i Liverpoolu bądź Manchesteru city, czego nie mają siły zmienić. To są rozgrywki dla Portugalczyków czy Holendrów, którzy jeszcze nie są gotowi na grę w Lidze Mistrzów.

Z tego też wynika podejście do takich rozgrywek. Jeśli jakiejś wielkiej firmie powinie się noga w trakcie sezonu, i nie wywalczy sobie przynajmniej możliwości gry o Ligę Mistrzów, to zamiast skupić się na grze w LE, woli popracować w lidze nad wywalczeniem czołowych lokat. Dlatego też duże kluby wystawiają w rozgrywkach Ligi europejskiej składy rezerwowe, jak przykładowo Manchester City przed rokiem. To z kolei otwiera szansę mniejszym klubom na korzystniejszy wynik: bo mali chcą walczyć, a dużym się nie chce. Oni wolą za rok być w LM, niż teraz triumfować w LE.

Prestiż może na tym cierpi, ale przynajmniej kluby takie jak Fulham Londyn, Atletico Madryt, SC Braga czy FC Porto, mogą dopisać do swojej historii rozdział, w którym grały w finale europejskich rozgrywek.

Jedyna dobra informacja dla Wisły jest taka, że nie pojedzie na Cypr i słoneczko nie przygrzeje zbyt mocno. Kolejne są już gorsze - przynajmniej dwie druzyny z tej trójki, są lepsze od APOELu, który z Białą Gwiazdą robił co chciał. Twente i Fulham to zdecydowanie wyższa półka. Wisła może zatem stoczyć emocjonującą batalię o trzecie miejsce z Odense. Tylko, że to trzecie miejsce nic nie daje.Stan Valckx powiedział kilka tygodni temu, że Wisła w Holandii byłaby w czołówce - teraz się przekonamy, że jednak nie. Dwumecz z Twente będzie tego najlepszym przykładem. Zdecydowanie bliżej prawdy był Kamil Kosowski, który stwierdził, że APOEL w Polsce grałby o mistrzostwo - o tak, miałby szanse.

Nieco lepiej prezentują się rywale Legii. PSV Eindhoven, Hapoel Tel Awiw i Rapid Bukareszt to grupa, z której można - przy pewnej ilości szczęścia awansować. PSV się nie przeskoczy, ale zając drugie miejsce, po boju z druzyną z Izraela oraz Rumunii jest zdecydowanie w zasięgu podopiecznych trenera Macieja Skorży. Przy czym nie jest tak, że Legia na pewno jest od tych drużyn lepsza - ocenianie klubu na podstawie kraju z jakiego pochodzi już od dawna jest niebezpieczne w przypadku polskich drużyn. No, ale jednak łatwiej nawiązać walkę z rumuńskim średniakiem czy drużyną z Izraela, niż z zespołami z Londynu bądź Holandii.

Tak czy inaczej, dwie polskie druzyny w fazie grupowej to największy jak dotąd sukces polskiej piłki. Jeśli przynajmniej jedna z nich awansuje, to będzie to kolejny sukces. Jest jednak bardziej niż pewne, że awansuje maksymalnie jedna...

15:53, wankuwer
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 sierpnia 2011

Czasami trzeba się przyznać do błędu. To własnie ten moment. Nie wierzyłem w Macieja Skorżę i w to, że powinien być trenerem Legii w nowym sezonie. Teraz wypada tylko przeprosić i powiedzieć - myliłem się.

Prędzej czy później, Skorża i tak zostanie pogoniony. Trudno. Na dzień dzisiejszy wykonał jednak kapitalną robotę - po zaciętym dwumeczu ze Spartakiem Moskwa, Legia awansowała do fazy grupowej Ligi Europejskiej. Mozna powiedzieć, że drużyna Skorzy wykonała 200% normy - gdyby odpadła już z Gaziantepsporem, z którym była skazywana na pożarcie, pewnie nikt nie miałby większych pretensji. A tak, nie dość, że pokonała wyżej notowany Gazaintep, to jeszcze wyeliminowała Spartaka.

Dzisiejszy mecz to coś wielkiego. Legia była osłabiona - nie grał Radović, nie grał Manu, zamiast Skaby Skorża postawił na debiutanta - Dusana Kuciaka. Mimo to się udało. Legia przeszła z piekła do nieba - straciła dwie bramki w pierwszych 30 minutach, by wyrównać jeszcze przed przerwą i wygrać... w doliczonym czasie gry drugiej połowy. Pięknymi bramkami popisali się i Kucharczyk, i Rybus, i gol - nie ukrywajmy: to najważniejsze trafienia w ich życiu.

Szykuje się więc dobry sezon dla polskich drużyn w Europie. Wisłą Kraków wprawdzie nie osiągnęła swojego celu i nie zagra w LM, jednak w LE już tak. Teraz mamy drugą drużynę, która będzie dostarczać nam jesienią emocji. Wszystko dobre, co się dobrze kończy.

Gratulacje dla Legii i powodzenia w Europie!

19:36, wankuwer
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 sierpnia 2011

Zycie lubi płatać figle. Adrian Mierzejewski trafił do tureckiego Trabzonsporu, gdzie miał walczyć o Ligę Mistrzów. Pewne miejsce w fazie grupowej LM miał bowiem zdobywca pierwszego miejsca w Super Lig, Fenerbahce. Niestety, Trabzon nie poradził sobie z Benficą Lizbona i musiał zadowolić się jedynie walką o Ligę Europy.

W tym czasie Łukasz Mierzejewski, przeciętny obrońca Cracovii, dodatkowo mający swój udział w aferze ustawionego meczu, przeniósł się do greckiej Kavali, tej samej, której właściciel znany jest z wybuchowości i częstej zmiany trenerów. Dla Mierzejewskiego był to zarówno awans sportowy, jak i finansowy.

Wczoraj jednak klub Łukasz Mierzejewskiego został zdegradowany o trzy klasy rozgrywkowe, właśnie za korupcję. Teraz pogra sobie w greckiej czwartej lidze, co przyznajmy szczerze, oznacza upadek na futbolowe dno. Grecka ekstraklasa jest wprawdzie silniejsza od polskiej, ale im bardziej pójdziemy w dół, zauważymy, że niższe ligi stoją na bardzo niskim poziomie.

Dziś natomiast klub Adriana Mierzejewskiego dostał niebywały dar od losu i UEFA. Europejska federacja wykluczyła Fenerbahce ze swoich rozgrywek, co oznacza, że miejsce w fazie grupowej Ligi Mistrzów przypadło właśnie Trabzonsporowi. Drużyna, która o Ligę Europy miała powalczyć z Athletic Bilbao trafiła właśnie do piłkarskiego raju.

Dotąd obu Mierzejewskich, oprócz klubu, nie łączyło nic, ale teraz kaprysny los sprawił, że bohaterów dwóch tegorocznych transferów z Ekstraklasy będzie dzielić ogromna przepaść. Adrianowi (jak i pozostałym polskim zawodnikom w tym klubie) życzę powodzenia, co do Łukasza - jak to się mówi, sprawiedliwośc zawsze dosięgnie.

21:46, wankuwer
Link Dodaj komentarz »

Przeczytałem dziś w Przeglądzie Sportowym wywiad z Mateuszem Klichem. Dla niewtajemniczonych informacja: Mateusz Klich to wciąż młody (rocznik 1990) pomocnik, który po rozegraniu kilkudziesięciu meczów w Ekstraklasie (Cracovia) został w czerwcu 2011 roku sprzedany do VfL Wolfsburg (Bundesliga). Mamy sierpień, a w Polsce wszyscy wieszczą powrót Klicha do Ekstraklasy, bo nie gra w pierwszym składzie swojej drużyny. Klich w wywiadzie cierpliwie wyjaśnia, dlaczego tak się dzieje. No i to tłumaczenie skłania mnie do napisania kilku słów refleksji. No bo dlaczego Klich nie gra w Bundeslidze?

Przecież trafił do ligi niemieckiej z polskiej EKSTRAKLASY, czyli najwyższej klasy rozgrywkowej. Czyli teoretycznie z tego samego poziomu, na którym (strukturalnie) jest Bundesliga. Więc w czym problem? Klich tłumaczy: "...(trenuję z drużyną rezerw, bo) łatwiej mi tam będzie uczyć się stylu gry niemieckich drużyn". I dalej, w tym samym tonie: "...za mało agresywnie gram w defensywie, nie atakuję przeciwnika w odpowiednim momencie", "...uczę się tego każdego dnia, na treningach jest taki zap..., że sam się dziwię, jak można tyle biegać". I wreszcie: "...przyglądałem się Franckowi Ribery'emu. Nie wierzyłem, że można tak się zachowywać na boisku. Ribery w każdej sekundzie był gotowy na podanie od kolegi... Grał jak maszyna".

To tylko część tekstu. Więcej przeczytasz na portalu Footballblog.pl 

21:18, wankuwer
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 sierpnia 2011

Komentarz wydaje się zbędny. Wisła z hukiem odpada z eliminacji Ligi Mistrzów, po słabym meczu z przeciętnym rywalem, który jednak był w stanie jeździć z piłkarzami Białej Gwiazdy jak z furą gnoju. Przez moment była szansa na awans - gdy Cezary Wilk zdobył gola dającego jednak grę w fazie grupowej. Niestety, było to tylko podłączenie Wisły do respiratora, bo rzeczywistość okazałą się brutalna.

15 lat żadna polska drużyna nie zagrała w Lidze Mistrzów. Można się przyzwyczaić. Tym razem było bardzo blisko - zabrakło, jak w 2005, pięciu minut. Pytanie, czy był sens o cokolwiek walczyć? APOEL pokazał dobrą piłkę - geniuszem nie jest, jest drużyną przeciętną, a i tak okazał się o niebo lepszy od Wisły. Powiedzmy sobie szczerze - z taką grą Wisła byłaby w Lidze Mistrzów dostarczycielem punktów. Patrząc na jej poczyniania można sobie było zadać pytanie, czy dałaby radę zagrać tak jak w zeszłym roku Lech? Cypryjczycy przynajmniej trochę pograją w piłkę - byli lepsi, należało im się. Gówno mnie obchodzi, że Wisła jest polską drużyną - w Champions League mają grać najlepsi, nie najbardziej polscy. APOEL był lepszy i to jemu LM sie należała.

Słówko o zmianach - czemu Genkow, który w tym sezonie, w dziewięciu lub dziesięciu meczach nie strzelił bramki, wyszedł w pierwszym składzie? Czemu na boisku nie pojawił się najskuteczniejszy piłkarz Wisły w lidze, Dudu Biton? Robert Maaskant wybrał wariant bezpieczny, sprawdzony i na tym poległ. Komu zależy na bezpieczeństwie, a nie na wyniku nie jest w stanie wiele osiągnąć. Futbol musi nieść odrobinę ryzyka, nawet jeśli można się na tym przejechać. Z boiska schodzi Małecki, za niego włazi beznadziejny w tym sezonie Andraż Kirm. Może mi ktoś wytłumaczyć tę zmianę? Czemu od pierwszej minuty na skrzydle gra Nunez, zamiast przebojowego Ivicy Iliewa?

15 lat czekania. Poczekamy kolejne 15 lat. Na razie będziemy mogli się delektować grą Realu, Barcelony, Manchesteru, Interu, Milanu, Borussii, Chelsea, Ajaksu, Lyonu czy czego tam jeszcze. Zawsze to lepsze niż kibicowanie pokrakom z Polski.

23:11, wankuwer
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Cztery kolejki już za nami i kilka zespołów notuje mniej lub bardziej imponujące serie: Lech Poznań, Śląsk Wrocław, Jagiellonia Białystok, Korona Kielce, Widzew Łódź i Wisła Kraków dotąd nie przegrały żadnego meczu. Niestety, spośród strzelców zdobywających po golu w każdym spotkaniu ostał się tylko Tomasz Frankowski.

Jeszcze do niedawna, mogliśmy się cieszyć, że w naszej lidze w każdym meczu padają gole. Niestety, w minionej kolejce z tego schematu wyłamało się Podbeskidzie z Widzewem, remisując bezbramkowo. Teraz, znowu Podbeskidzie, tę serie kontynuowało i na meczu wyjazdowym z Zagłębiem Lubin nie strzeliło bramki. Dla bielskiego klubu to może być spory sukces, bo wywalczenie choćby jednego punktu przez ten zespół na obcym terenie łatwe dla nich na pewno nie będzie. Gorzej z Zagłębiem, które wprawdzie trochę na uboczu, ale jednak stworzyło całkiem - wydawałoby się - solidny skład, a wciąż nie może wygrać spotkania.

Przejdźmy jednak do najlepszej drużyny w tej rundzie. Lech Poznań po raz kolejny wysoko wygrał mecz, choć tym razem, po raz pierwszy w tym sezonie grał w roli gospodarza. Pokonał on Ruch Chorzów 3:0. Na stadionie we Wronkach swój kolejny popis - zdobycie dwóch goli, dał Artjom Rudniew. To naprawdę niesamowite, że zaledwie po czterech kolejkach obecnego sezonu, Rudniew strzelił tylko o trzy gole mniej, niż przez cały poprzedni sezon. Podobno zakupem gracza zainteresowana była Mallorka, ale na razie ten transfer nie może dojść do skutku - gdy Artjom będzie w formie, to ma szansę zdobyć nawet 20 bramek w sezonie, dzięki czemu jego cena wzrośnie z 3 milionów euro, do jakichś pięciu - a w Lechu pieniądze liczyć umieją. Jednak nie tylko jeden piłkarz jest autorem tej świetnej passy Kolejorza - piłkarze tej drużyny są w stanie całkowicie zdominować przebieg spotkania, długo utrzymując się przy piłce i co chwile przeprowadzając groźne akcje. Czyżby ręka barcelońskiego trenerapotrafiła przenieśc na polski grunt, ten hiszpański model gry?

Są jednak drużyny najlepsze, jak i najgorsze. Jedną z najgorszych jest bez wątpienia GKS Bełchatów, który już w kolejnym meczu oddaje spotkanie walkowerem. Nie wiem czy piłkarzom udziela się leniwy charakter Pawła Janasa, czy po prostu chca zrobić komuś na złość. Nie stworzyć przez 90 minut gry akcji bramkowej to już jest sztuka. Nie stworzyć akcji bramkowej grając z Górnikiem Zabrze - to frajerstwo. Górnik był jednak o tyle lepszy, że atakował i dzięki temu, bramka obrońcy (!) Adama Marciniaka (!!) z 90 minuty (!!!) dała ostatecznie trzy punkty dla śląskiego klubu. Chociaż tyle dobrze, bo szkoda by było, żeby Bełchatów wywalczył chociaż punkt przy tak totalnym braku ambicji.

Pierwsze zwycięstwo w tym sezonie zanotował Widzew Łódź i to nie z byle kim - z Polonią Warszawa. Drużyna Radosława Mroczkowskiego nie wygrała wprawdzie gładko - bo tylko 1:0, ale za to po golu Princewilla Okachiego, dotąd występującego w drugiej lidze maltańskiej. Polonia odniosła więc pierwszą w tym sezonie porażkę i jeśli Jacek Zieliński nadal chce pracować w druzynie z Konwiktorskiej, to musi się mieć na baczności. Ponieważ jednak Czarne Koszule mają w perspektywie mecze z Bełchatowem, Jagiellonią oraz Legią, to już teraz można zacząć obstawiać kiedy Jacek Zielińśki wyleci, bo u Józefa Wojciechowskiego to jest chwilka.

Dużo mówi się o tym, że podobno Wisła Kraków ma dwie równorzędne "jedenastki". Jak to wygląda w praktyce, pokazał mecz z Koroną Kielce, gdzie trener Robert Maaskant wystawił rezerwowy skład. Wprawdzie Wisła II nie przegrała, a zremisowałą bezbramkowo, jednak twierdzenie, że owi zmiennicy są w czymkolwiek równorzedni z pierwszą jedenastką jest zdecydowanie na wyrost. Do Maaskanta nie można mieć pretensji o taki skład, bo mając w perspektywie szalenie wazny mecz o Ligę Mistrzów, trzeba na podstawowych piłkarzy chuchać i dmuchać, jednak jeśli Wisła ma ambicje mistrzowskie, to meczów w lidze odpuszczać nie może.

Niedziela upłynęła pod znakiem meczu Jagiellonii Białystok z Cracovią. Jaga pokonała bez większych problemów Cracovię i znowu nie do przecenienia była tu rola Tomasza Frankowskiego. "Franek" co prawda strzelił bramkę z karnego, lecz nie to zasługuje na uznanie, a asysta jaką zaliczył przy pierwszym trafieniu dla Białostoczan, gdy gola zdobył Tomasz Kupisz. 36-letni napastnik porusza się po boisku naprawdę z gracją dwudziestolatka i wielu napastników młodszych od niego mogłoby się uczyć. Jaga tym samym wskoczyła na trzecie miejsce w tabeli i zobaczymy, jak dalej będzie rozwijać się jej sytuacja. Cracovia nadal przedostatnia i ma tylko to ogromne szczęscie, że w lidze gra jeszcze ŁKS, który wygrywać nie umie chyba w ogóle.

Legia Warszawa podejmowała u siebie Śląsk Wrocław i - uwaga - przegrała. To już drugi raz w tym roku - wiosą też podejmowała Śląsk, też przegrała i też 1:2. Po ostatnich meczach w wykonaniu tej drużyny pojawiło się coraz więcej optymistów odnosnie jej postawy w obecnym sezonie, ale chyba trzeba będzie szybko te twierdzenia zweryfikować. A może tylko magia Śląska Oresta Lenczyka tak podziałała, że Wrocławianie prowadzili dwiema bramkami już w pierwszej połowie?

No i ostatni mecz kolejki - Lechia Gdańsk podejmowała ŁKS. Wynik 0:0. Nie wiem na co w tym sezonie liczy Lechia, bo skoro nie potrafi pokonać słabiutkiego Łódzkiego Klubu Sportowego na własnym stadionie, to chyba nie jest już w stanie pokonać nikogo. Wygląda na to, że posada Tomasza Kafarskiego chyba rzeczywiście zacznie się chwiać w posadach, bo tydzień temu również nie udało się pokonać innej, najsłabszej drużyny ligowej - Cracovii. Zaś ŁKSowi nawet chciałbym życzyć powodzenia i uznać ten pierwszy punkt w sezonie za jakiś dobry omen, ale niestety - za tydzień gra już z Legią Warszawa i niespodzianki raczej nie sprawi.

22:40, wankuwer
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 48