Z pierwszej piłki
Blog > Komentarze do wpisu

Znaki czasu

Rok 2011 przejdzie do historii polskiej piłki, mimo że graliśmy tylko mecze towarzyskie. Taki Michał Żewłakow został rekordzistą w ilości występów w kadrze i zagrał swój pożegnalny mecz, natomiast dziś Dariusz Dudka rozegrał swoje 60. spotkanie w reprezentacji, czym dostał się do Klubu Wybitnego Reprezentanta.

Dudka i Żewłakow. Dwaj piłkarze, którzy są w jakimś stopniu symbolem stanu obecnego naszej piłki. Żewłak to solidny stoper, który jednak nigdy o geniusz się nie ocierał ma obecnie najwięcej występów w reprezentacji Polski i nie zanosi się, by ktoś go dogonił w najbliższym czasie. A przecież było wielu znacznie wybitniejszych piłkarzy w historii. Podobnie z Dudką - znalazł uznanie u większości selekcjonerów od 2004 roku - grał u Janasa, Beenhakkera i Smudy. Do wybitności też mu daleko - ale zawsze był gdzieś pod ręką i dziś to właśnie on wstępuje do elitarnego grona zawodników, którzy tworzyli polską piłkę.

Takie jednak mamy czasy. W meczu z Węgrami Szpakowski pieje nad każdym strzałem, nawet jeśli piłka przelatuje 20 metrów nad bramką. Jak to się mówi - z braku laku, dobry kit. Podobno w Legii Warszawa, jest 16-latek, Aleksander Jagiełło, którego "Przegląd Sportowy" nazwał dziś "polskim Messim". "Messim" został nazwany dlatego, że mając 16 lat, jest zdolniejszy od Żyry i Wolskiego, sprzed kilku lat. Naprawdę, niebywałe osiągnięcie. Gdyby był zdolniejszy od Ibrahimovicia, to OK, ale Żyro i Wolski? Tyle (plus jeszcze niski wzrost) wystarczy do zostania drugim Messim? Nawet nie drugim, a którymś z kolei, bo przecież w drugiej lidze holenderskiej gra sobie Michał Janota, który też miał być Messim, ale aktualnie zamiast w Barcelonie, musi się skupić na grze w Go Ahead Eagles.

Takie czasy. Wymęczyliśmy zwycięstwo ze słabymi Węgrami, w którym dobre sytuacje bramkowe były zwieńczane fatalnymi strzałami, a jedyne gole to dobitka Brożka z metra na pustą bramkę i samobój węgierskiego zawodnika. Na Euro słabych drużyn już jednak nie będzie, o czym świadczą chociażby rozgrywane dziś baraże. Wiadomo, graliśmy na fatalnej murawie, co Szpaku musiał akcentować przy każdym nieudanym zagraniu czy ruchu naszych piłkarzy, bo w końcu łatwiej i wygodniej zwalić na stan boiska, niż na braki w umiejętnościach niektórych zawodników. Brożek, Mierzejewski i Lewandowski pudłowali niemiłosiernie, ale najlepiej zwalić to wszystko na murawę.

Takie czasy. Również bardziej zakręconego pomysłu na obronę dotąd nie było - o ile kiedyś, w jednym meczu, na boisku Smuda wystawił czterech bocznych pomocników, to tym razem, przez chwilę w biało-czerwonych barwach grało... czterech bocznych obrońców. Wasilewski, Komorowski, Wojtkowiak i Piszczek, czyli ani jednego, nominalnego stopera przez dobre kilkanaście minut! W zasadzie to nawet do końca meczu, bo wszedł wprawdzie w 65. minucie Jodłowiec, ale zastąpił Dudkę - defensywnego pomocnika, zaś za Wojtkowiaka w 83. minucie wszedł Gol. O ile Janusz Wójcik zasłynął z hasła "gramy bez bramkarza", to hasłem na dziś jest: "gramy bez stopera!". Pomieszanie z poplątaniem.

A to wszystko w sennej, jesiennej i pustej atmosferze stadionu przy Bułgarskiej, z garstką kibiców, na przygotowywanym na Euro 40. tysięcznym obiekcie. Ale podobo - jeśli wierzyć Jackowi Kurowskiemu - polscy piłkarze lubią grać w takich warunkach.

wtorek, 15 listopada 2011, wankuwer

Polecane wpisy

  • Minął weekend - podsumowanie

     Krajobraz po rundzie jesiennej wygląda intrygująco i chyba mało kto mógłby go przewidzieć na początku sezonu. Śląsk liderem, Legia druga, na tr

  • Minął weekend - podsumowanie

    Po dwóch tygodniach przerwy, spowodowanych meczami reprezentacji, powróciła Ekstraklasa. 14. kolejka rozczarowań i niespodzianek raczej nie przyniosła - przecie

  • Minął weekend - podsumowanie

    Ludzie chcą krwi, więc krew dostaną – można było pomyśleć przed 13. kolejką Ekstraklasy i zastanawiać się, dla którego trenera okaże się pechowa. Odszedł