Z pierwszej piłki
Blog > Komentarze do wpisu

Minął weekend - podsumowanie

Po dwóch tygodniach przerwy, spowodowanych meczami reprezentacji, powróciła Ekstraklasa. 14. kolejka rozczarowań i niespodzianek raczej nie przyniosła - przecież wiadomo, że Śląsk i Legia rozgrywają świetny sezon, Wisła jest w dołku, Lech markotnieje, a Polonia nie jest w stanie wygrać więcej niż dwóch meczów z rzędu. No i tak też wyglądają wyniki ostatnich spotkań.

Zacznijmy od Śląska - na pozycji lidera czuje się coraz pewniej, bo ma już 31 punktów i pięć oczek przewagi nad drugą w tabeli Legią. Wprawdzie Legia ma rozegrany jeden mecz mniej, ale na dzień dzisiejszy, podopiecznym trenera Oresta Lenczyka nic nie jest w stanie przeszkodzić. Z tydzień grają z Wisłą i jeśli tylko wygrają, to odprawią z kwitkiem kontrkandydata do mistrzostwa - co chyba w tej chwili nie brzmi już szokująco. W piątek, Sląsk pokonał  dwiema bramkami Jagiellonię Białystok, co może nie jest sensacją, biorąc pod uwagę dyspozycję Białostoczan, ale do tej pory Jaga była u siebie niepokonana. Nazywanie Czesława Michniewicza "polskim Mourinho" ma ostatnimi czasy coraz mniejszy sens, obserwując poczynania prowadzonych przez niego zespołów, choć ma jedną rzecz wspólną z Lenczykiem - na koncie mają dotychczas tylko po jednym Mistrzostwie Polski.

Pod tym względem przebija ich Maciej Skorża, którego Legia ostatni mecz przegrała dopiero w siódmej kolejce. Passa spotkań bez porażki ciągnie się już długo i efekty tego widać w tabeli. Legia ma jednak to szczęście, że jedni mają tam teraz życiową formę (Radović, Kuciak), inni wspierają doświadczeniem (Ljuboja, Żewłakow), a najwięcej do udowodnienia mają młodzi (Wolski, Żyro). Ta wybuchowa mieszanka przynosi skutki, jak na razie znakomite. W sobotę, Legia rozklepała u siebie Lechię 3:0 i jest jednym z najpoważniejszych kandydatów do mistrzostwa - i to nie takich z przyzwyczajenia, a tych najbardziej zasłużonych.Rafałowi Ulatowskiemu nie udał się debiut w roli trenera Lechii i nie jest powiedziane, że do końca roku uda się gdańskiemu zespołowi coś wygrać. Chyba pozostaje tylko liczyć na zimowe okienko transferowe i sprowadzenie jakichkolwiek wartościowych graczy, którzy wiosną wywalczą 16 punktów potrzebnych jeszcze do utrzymania.

Nie można tego powiedzieć ani o Lechu, ani o Wiśle - na dzień dzisiejszy, z wielkiej trójki, liczy się tylko Legia. W niedzielę Wisła zaliczyła czwartą porażkę z rzędu, przegrywając z Górnikiem Zabrze, w poniedziałek Kolejorz nie był w stanie pokonać Podbeskidzia. Choć może się to wydawać niemożliwe, ale w tej chwili Wiśle punktowo jest bliżej do ŁKSu, niż do Śląska i w piątek ten dystans może się powiększyć. Zmiana Roberta Maaskanta na Kazimierza Moskala nie wyszła Wisle na dobre, choć Moskal niczego takiego spektakularnie nie spieprzył. Mimo wszystko, dać się zdominować Górnikowi Zabrze na własnym stadionie trzeba umieć. Do niedawna w Krakowie tylko Cracovia rozdawała punkty, teraz dołączyła się do niej Wisła i pomaga w utrzymaniu Lechii, Podbeskidziu, Cracovii i Górnikowi - z tymi drużynami Biała Gwiazda przegrałą w tym sezonie i szok może być o tyle większy, że to jedne z najsłabszych drużyn w naszej lidze.

Lech z kolei też się łamie i nie można tego wytłumaczyć tylko brakiem Rudniewa. W ostatnich czterech meczach Kolejorz nie zdobył bramki, a przecież w trzech z nich Rudniew grał. Teraz Lech nie dał rady Podbeskidziu i może to tylko osłabić pozycję trenera Jose Mari Bakero. Duży dystans dzieli bowiem Lecha i podium - niby tylko trzy punkty, ale to są też aż trzy punkty. Nie jest łatwo odrobić takiego dystansu bez poprawy jakości gry, a przecież ostatnio Lech nie miał trudnych rywali - rzeczone Podbeskidzie, wcześniej Lechia czy Polonia to były drużyny absolutnie do ogrania. Na szczęście dla Lecha, najbliższe dwa spotkania to mecze z Widzewem i ŁKSem, co powinno przynieść jakieś punkty, choć przy obecnej anemii nawet to nie jest pewne.

Polonia Warszawa do walki o mistrzostwo pewnie się nie włączy, bowiem do tego potrzebne jest również wygrywanie na wyjazdach. Z tym Czarne Koszule mają problem - ostatnio uległy Zagłębiu Lubin, pod dowództwem Pavola Hapala. Józef Wojciechowski wykazuje dziwną cierpliwość do porażek drużyny, której jest właścicielem, a to przecież już czwarta w tym sezonie. Wprawdzie ostatnio udało się dwa mecze wygrać, ale pasowałoby jednak pociągnąć tę serię, jeśli klub chce realnie myśleć o pucharach. Zagłębie miało z kolei okazję na odbicie się od dna, ale to nie był ich weekend - wprawdzie wygrali i chwałą im za to, ale w tym samym czasie GKS też zdobył trzy punkty i ponownie zostawił na dnie Lubinian.

Bełchatów wykorzystał bowiem okres powrotu ŁKSu do formy z początku sezonu, gdy obrywali równo wieloma bramkami. Wypunktował Łodzian aż 3:0, czyli nie udał się kolejny trenerski debiut - po Ulatowskim i Moskalu, również Ryszard Tarasiewicz przegrał. O ile jednak dla Tarasiewicza to głównie problem indywidualny, o tyle dla łódzkiego klubu kolejny krok ku przepaści. Obym nie był złym prorokiem, jednak Taraś nie jest typem szkoleniowca, który mógłby udźwignąć misję ratowania takiego klubu, a już na pewno nie z takimi piłkarzami.

W pozostałych meczach, Widzew Łódź zremisował bezbramkowo z Koroną Kielce, zaś Ruch Chorzów pokonał 2:0 walczącą o utrzymanie Cracovię.



poniedziałek, 21 listopada 2011, wankuwer

Polecane wpisy

  • Minął weekend - podsumowanie

    Ludzie chcą krwi, więc krew dostaną – można było pomyśleć przed 13. kolejką Ekstraklasy i zastanawiać się, dla którego trenera okaże się pechowa. Odszedł

  • Minął weekend - podsumowanie

    12. kolejka Ekstraklasy minęła bez większych sensacji i fajerwerków, bez skandalicznych błędów sedziowskich czy zapierających dech w piersiach meczów. Bramek te

  • Minął weekend - podsumowanie

    11. kolejka Ekstraklasy dobiegła już końca i dość znacząco zmienił się układ tabeli. Rewelacje sezonu ugrzęzły gdzieś w ligowej szarzyźnie, a na szczyt wypłynęl

Komentarze
2011/11/22 20:50:43
Nie uważam za trafne stwierdzenia, że Podbeskidzie było do ogrania. Jak by było to by ograli. Zwłaszcza, że dla Lecha ten mecz zaczął się bardzo szczęśliwie, gdyż sędzia nie podyktował karnego za faul na Ziajce (którego obrońca położył na murawie). Generalnie oglądając to spotkanie to, chcąc być obiektywnym, nigdy nie powiedziałbym że drużyna z bielska była do ogrania. Bardziej skłaniam się do odwrotnej tezy.