Z pierwszej piłki
Blog > Komentarze do wpisu

Minął weekend - podsumowanie

11. kolejka Ekstraklasy dobiegła już końca i dość znacząco zmienił się układ tabeli. Rewelacje sezonu ugrzęzły gdzieś w ligowej szarzyźnie, a na szczyt wypłynęli starzy wyjadacze. Większych sensacji raczej nie było, ale sędziowie znów dali popis.

Jedynym wynikiem, który można uznać względną sensację, jest wygrana Zagłębie Lubin z Koroną Kielce. Względną, bo o ile mówimy o meczu niedawnego lidera z potencjalnym spadkowiczem, to jednak nadmuchiwany balon Kielczan pękł przed tygodniem i teraz, jak widać, trudno temu zespołowi grać na takiej fali, jak jeszcze dwie kolejki temu. Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego przegrali drugi mecz z rzędu, co do tej pory im się nie przytrafiło. Jednak druga porażka Korony, to jednocześnie druga wygrana Zagłębia i wydaje się (choć nie jest pewne), że zmiana trenera w Lubinie nie musi nastąpić szybko. Patrząc jednak szerzej na sytuację Zagłębia, to praca Jana Urbana prezentuje się fatalnie i to pomimo ostatniego zwycięstwa 3:1.

Prejouce Nakoulma ma już na koncie trzy gole w tym sezonie, grając w barwach Górnika, czyli dokładnie o dwa więcej, niż przez cały zeszły sezon w Widzewie. Tym razem jednak gol tego napastnika nie dał Zabrzanom remisu, jak to miało miejsce przy poprzednich jego trafieniach, tylko był honorowym trafieniem w przegranych derbach Śląska. Górą ponownie okazał się Ruch Chorzów, który na zabrzańskim obiekcie zwyciężył 2:1 i ma zaledwie trzy punkty straty do lidera. Niebiescy pchnęli Górnika w naprawdę spore tarapaty, bo z tak słabą grą piłkarze z Roosvelta znajdują się tuż nad strefą spadkową i do listy trenerów, którzy mogą potencjalnie pożegnać się w najbliższym czasie z robotą, należy dopisać Adama Nawałkę. Dobre wieści dla Górnika są takie, że najbliższe dwa spotkania, to mecze z Jagiellonią u siebie (która nie umie grać na wyjazdach) oraz z Podbeskidziem w Bielsku (które nie umie grać... tak samo jak zresztą Górnik).

Bohaterem Jagiellonii został w sobotę Tomasz Frankowski, który tradycyjnie zdobył gola i ma juz w tym sezonie na koncie 9 trafień. Dał on Jadze trzy punkty w meczu z GKSem Bełchatów, lecz pozostaje pewien niesmak - bramka wpadła ze spalonego i to dość znacznego. Gdy do tego dodamy fatalny błąd arbitra, który nie podyktował ewidentnego karnego, po faulu na Kamilu Kosowskim, możemy z przerażeniem dostrzec, że GKS został brutalnie oszukany. Biorąc pod uwagę, że dość rozpaczliwie walczy o utrzymanie, bardzo źle by się stało, gdyby na koniec sezonu, okazało sie, że spadnie on z ligi przez tak karygodne błędy sędziego Szymona Marciniaka. Wiatr w żagle złapała Jaga, która już chyba zawsze będzie grać dobrze tylko i wyłącznie u siebie.

Śląsk Wrocław powrócił do normy i zaczął wygrywać - w sobotę pokonał 1:0 Podbeskidzie Bielsko-Biała. Powrócił tym samym na fotel lidera i ciekawość może wzbudzać pytanie, jak długo będzie liderował. Bo do niedawna lider był sensacyjny  - Korona, ale ona dość szybko powróciła na ziemię i wskoczyć jej na pierwszą pozycje będzie niesłychanie ciężko. Śląsk wydaje się pewniejszy, choć w mistrzostwo wywalczone przez tę drużynę, trudno bedzie uwierzyć. Podbeskidzie choć bardzo chciało, nie zdołało wywalczyć ani jednego punktu przy Oporowskiej, choć może wygrana na wyjeździe uda im się za tydzień - zagrają z Wisłą, którą w zeszłym sezonie ośmieszyli w Pucharze Polski.

Dobrze oglądało się mecz Lechii Gdańsk z Lechem Poznań, jednak spotkanie miało dość istotną wadę - nie zawierało bramek. Jedyną atrakcją, tak na dobrą sprawę było samowłączenie się zraszaczy w trakcie meczu. Poza tym trochę okazji, trochę waleczności, a mimo to Kolejorz musiał podzielić się punktami i z pierwszego miejsca w tabeli przesunął się na czwarte. Zmiana w czołówce może się jednak odbyć za tydzień, bo Lech gra z Legią i spowodować to może albo umocnienie się Legii lub Lecha na szczycie tabeli, albo dalsze obsuwanie w dół. Drużyna Tomasza Kafarskiego wskoczyła z kolei na bezpieczne, 10. miejsce i widmo zbliżenia się do strafy spadkowej jej na razie nie grozi, choć trener Tomasz Kafarski ciągle musi się obawiać o swoją posadę.

Jeśli Wisła zdobędzie w tym sezonie mistrzostwo, to odbędzie się to po pierwsze dzięki Dudu Bitonowi ,a po drugie, dzięki sędziom. Jaka liga, taki mistrz, ale też, jaki mistrz – tacy sędziowie. Przed tygodniem wynik meczu przekręcił Lyczmański, teraz sedzia liniowy, który nie uznał absolutnie prawidłowej bramki ŁKSu, dającej gospodarzom remis 2:2 w meczu z Wisłą. Ostatecznie Biała Gwiazda wygrała 2:1, ale niesmak pozostanie jeszcze długo. Wielka szkoda, że ŁKS nie zdołał wywalczyć choćby głupiego punktu, bowiem przez chwilę nawet w tym meczu prowadził. Mimo to, jest pewnym sukcesem, że drużyna, która jeszcze na początku sezonu przegrywała po 0:6, teraz jest w stanie strzelić gola potentatowi i otrzeć się o korzystny rezultat. Michał Probierz odmienił oblicze łodzian – wystarczyło wykurzyć z bramki Wyparłę, a z obrony Adamskiego i jakoś ta gra się lepiej układa.

 

Kiepską serię notuje Widzew, który w ligowym klasyku uległ Legii Warszawa. W przypadku Widzewa można powiedzieć „tak dobrze żarło i zdechło” – bo przez bite osiem kolejek łódzka drużyna była niepokonana, a teraz notuje serię aż trzech porażek z rzędu. Pod tym względem jest przeciwieństwem Legii, która ostatnio wygrywa wszystko, co ma wygrywać. Duże brawa należą się Maciejowi Skorży, za wyciągnięcie wniosków z minionego sezonu. Dwa gole dla Legii zdobyli Michał Żyro i Rafał Wolski, a więc młodzi wychowankowie, co pokazuje, że w Legii warto stawiać na młodzież i świadczą o tym nie tylko przykłady Borysiuka i Kucharczyka. W tabeli Legia zajmuje drugie miejsce i przyszła kolejka pokaże, czy jest już na tyle silna by wskoczyć na pierwszą pozycję z jednym rozegranym meczem mniej.

 

Ostatnim meczem kolejki było starcie Cracovii z Polonią Warszawa, które się w zasadzie tylko odbyło. Nawet bramki nie padły, a mecz był tak nijaki, że szkoda więcej o nim pisać. Grunt, że nastąpiło obustronne przełamanie – Polonia Warszawa nie przegrał pierwszego w tym sezonie meczu na wyjeździe, a Cracovia nie przegrała u siebie. To jednak ciekawostki okiem statystyka – okiem kibica ciekawego nie wydarzyło się nic.

poniedziałek, 24 października 2011, wankuwer

Polecane wpisy

  • Minął weekend - podsumowanie

     Krajobraz po rundzie jesiennej wygląda intrygująco i chyba mało kto mógłby go przewidzieć na początku sezonu. Śląsk liderem, Legia druga, na tr

  • Minął weekend - podsumowanie

    Po dwóch tygodniach przerwy, spowodowanych meczami reprezentacji, powróciła Ekstraklasa. 14. kolejka rozczarowań i niespodzianek raczej nie przyniosła - przecie

  • Minął weekend - podsumowanie

    Ludzie chcą krwi, więc krew dostaną – można było pomyśleć przed 13. kolejką Ekstraklasy i zastanawiać się, dla którego trenera okaże się pechowa. Odszedł